czwartek, 4 września 2014

Rozdział 5

+Calum+

Chłopcy patrzyli na mnie oniemieli.Tak, ja przeprosiłem.
-Co tak suszycie gały?-warknąłem.
-Co to do cholery było?!?-Ashton lekko sie zdenerwował.
-To co widziałeś.
-Stary, ty ją przeprosiłeś!
-No i dobrze. Zrobiłem cos czego nie powinienem, należały jej sie przeprosiny.
-Gówno mnie to interesuje. Calum ty nie przepraszasz.-dodał Ashton.
-Widocznie jednak.-odszedłem.
Szczerze, to sam nie wierzyłem dalej w to, że z moich ust wyszło to słowo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że udało się.Wybaczyła mi.
Kurde, czemu mi tak zależy?Znamy się 2 dzień, nie wiem nawet, czy mnie lubi.
Miałem na to cichą nadzieję. Podążałem przez korytaż udając się do jedenj z kilku szkolnych łazienek.Była tam stała przy lustrze poprawiając włosy.
-Calum? Co robisz w damskim kiblu?-zdziwiła się.
-Szukałem cię.-odparłem podchodząc do niej.-Mówiłem ci już, że masz ładne oczy?
-Calum, nie wykorzystuj chwili, że ci wybaczyłam.-odparła parząc na mnie. Nasz spojżenia się spotkały, przez co poczułem, motylki w brzuchu. Hahahahha, nie Calum, przestań.
-Znowu czegoś nie dokończyliśmy.-podszedłem do niej bliżej, kładąc swoje dłonie na jej tali.
-Calum nie.-wyswobodziła się ze mnie.-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Poprostu nie. Nie teraz.-odparła zaczynając poprawiać makijaż.
-Ale wiesz, że mnie się nie odmawia.-powiedziałem odwracając ją w swoją stronę.
-Nie Calum, nie.proszę.Myślisz, że ja nie wiem jak to będzie. Będę dla ciebie na raz, wykorzystasz mnie, i zostawisz. A ja zdążę się w tobie zakochać.-odparła łamiącym sie głosem.
-Czemu tak myślisz?-zdziwiłem się. Czemu była taka przeczulona na ten temat? Pomyślałem przez chwilę, że może kiedyś ktoś ja zranił, i była uprzedzona.Nurtowała mnie ta myśl.
-Coś się stało, prawda?
-Chodźmy już na lekcję.-chciała zmienić temat.
Westchnąłem nie ruszając sie z miejsca.Po chwili namysłu ruszyliśmy na korytaż.

+środa wieczór+

+Sophie+
Stałam oparta o barierkę na moim balkonie i paliłam papierosa.
Myślałam nad...Tak naprawdę, to nie myślałam nad niczym.Miałam całkowitą pustkę w głowie, wszystko jakby wyjechało na wakacje.
Na moje nieszczęście wszystko, oprócz Caluma...
Brunet siedział mi w głowie, i mimo moich wszelkich starań, on jedyny nie chciał wyjechać na wakacje...
Usłyszałam dźwięk zamykania drzwi, a następnie kroki w moją stronę.
-Cześć Calum.-odparłam patrząc na chłopaka-Nie mieliście czegoś załatwiać?
-Przyszlismy już, chłopaki są na dole, jedzą chyba.
-Jak zwykle...
-Nie chciałabys uszczęśliwić mnie wyjściem ze mną na miasto?Pamiętaj, nie przyjmę odmowy.-uśmiechnął się lekko.
-Czy mam rozumieć to jako randkę?-zpytałam.
Pokiwał twierdząco głową.
-Mogę się przejść.-zgniotłam tytoń na barierce.-Tylko zaczekaj przebiorę się, daj mi kilka minut.-weszłam do domu, czując wzrok chłopaka na swoim ciele.-Nie patrz się tak na mnie.
-Oczy są po to by nimi patrzeć, nie.-zmarszczył brwi w lekkim usmiechu.
Weszłam do łazienki, i ubrałam szarą bluzę i kremowe spodnie.Włosy związałam w kucyk na czubku głowy, poprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki.Calum siedział na moim łóżku z moją gitarą w rękach, i grał jakąś piosenkę:

 Sometimes I
 Need to remember just to breathe
 Sometimes I
 Need you to stay away from me
 Sometimes I'm
 In disbelief i didn't know
 Somehow I
 Need you to go

 Sometimes I
 Feel Like i trusted you to well
 Sometimes I
 Just Feel like Screaming at myself
 Somehow I
 Need to be alone

 Don't stay
 forget our memories
 forget our possibilities
 what you were changing me into
 ~
 Don't stay
 forget our memories
 forget our possibilities
 Take all your faithlessness with you
 ~
 Don't stay*

Jego oczy były przepełnione bólem.
-Calum?-powiedziałam, a on powrócił do dawnego stanu.Zmieszał sie i odłożył gitarę.
-Aaaeeee...chodźmy już.
-Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo ładnie grasz i śpiewasz.-odparłam i zaczęłam podziwiać swoje skarpetki..
-Bez przesady.-zeszliśmy na dół, chłopcy siedzieli w salonie.
-Wychodzimy!-krzyknęłam do nich.
-Gdzie?-usłyzałam Jaydena. Był przeczulony na punkcie tego z kim wychodzę, gdzie, i po co.
-Idziemy się przejść.-odparłam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Macie r-a-n-d-k-ę ?-przeliterował.
-A co boisz się, że jej coś zrobię?-odkrzyknął Calum.
-Ufam ci, stary.
Wyszliśmy z domu i przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu.On przerwał ten niezrczny moment:
-Chodź, już niedaleko.-uśmiechnał się.
-A gdzie my w ogóle idziemy?-zpytałam.
-Zobaczysz.-złapał mnie za rękę, i pociągnął za sobą.Wyswobodziłam się z uścisku jego ręki.Spojżał na mnie.
-Stawiasz straszne opory co do mnie.Nie kochasz mnie?
-Jestem po prostu ostrożna.-odparłam a moje policzki spłonęły czerwonością.
-Coś się stało?-zpytał.
-Nie, nic. Powiedz wreszcie gdzie idziemy.-zapytałam po raz drugi.
-Proszę.-pokazał ręką przed siebie. Kurwa...
-Calum! Miasto duchów !?!- krzyknęłam z wyżutem.-Dobrze wiesz, że się boję!-założyłam ręce na piersi stając w miejscu.
-Naprawdę? Patrz zapomniałem sobie.-chytrze się uśmiechnął, a ja zpiorunowałam go wzrokiem.
-Nie chcę...-spuściłam wzrok.
-Chodź, raz się żyje, trzeba spróbować wszystkiego po trochu.Ze mną nic ci się nie stanie królewno.-powiedział ochoczo.
Ja pokiwałam przecząco głową.Podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i przerzucił sobie przez ramię, jak czasem robi się to z owacami.
-Ooooo, przesadziłeś! Postaw mnie, proszę.Hood!-krzyczałam i biłam go w plecy.
-Wejdziesz?
-No wejdę, kurwa, wejdę! Ale postaw mnie na ziemi.-zrobił to o co prosiłam, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Zapraszam szanowną panią.-powiedział.
-Foch na ciebie.-odparłam naburmuszona. Podeszliśmy do miejsca gdzie był Dom Strachów i ustawiliśmy w kolejce.Odwróciłam się do niego tyłem, chcąc pokazać, to, jak bardzo jestem na niego obrażona.
-Ej, kotku, nie obrażaj się.-poczułam jego dłonie na moje tali,a głos zadźwięczał mi w uszach.
-Jestem w miejscu, które było na ostatnim miejscu miejsc, które chciałam odwiedzić.-warknęłam szczerze.-I to przez ciebie.
-Następny.-usłyszeliśmy głos męszczyzny stojącego przy wejściu.Serce podskoczyło mi do gardła, ale na odwrót było za późno, bo zanim sie obejżałam byliśmy juz w środku.Było ciemno, a nam kazali usiąść na wzkazanych siedzeniach. Nie były to siedzenia, tylko jakby mały pojazd bez kółek, poruszany po torach.Zajęłam miejsce obok chłopaka, i złapałam sie mocno barierki.Strasznie się bałam, bo od kąd pamiętam panicznie bałam sie duchów.
-Ja pierdolę, Calum zabiję cię za to kiedyś.-szepnęłam do niego.
-Jejku, nie bój sie tak, cała się trzęsiesz. Jestem tutaj, spokojnie.-odparł opanowywując śmiech.
-Myślisz, że przez to, że sie boję, to z każdym razem gdy się wystraszę, będę się wtulać w ciebie? Niedoczekanie kurwa twoje, niedo...
Pojazd szarpnął nagle do przodu, ja złapałam chłopaka za nadgarstek, mocno się trzymając. Światła migały w tle, a my gwałtownie ruszyliśmy do przodu.Było okropnie.
-Jak wrażenia?-usłyszałam głos chłopaka.
-Nienawidzę cię Calum, nienawidzę.-szepnęłam mu do ucha.Przed nami rozpościerał się długi tunel, gdzieniegdzie "latały" duchy. Wiedziałam że są sztuczne, mimo tego bałam się i cały czas trzymałam chłopaka za nadgarstek.On jednak splótł nasze palce ze sobą. Nie protestowałam, wiedziałam że nie warto.
To był jednak pan Calum Hood.

Widok kobiety z odciętą głową lewą ręką zwisającą na żyle, przeraził mnie do tego stopnia, że bez namysły rzuciłam mu ręce na szyję, a twarz schowałam w klatce piersiowej.
Poczułam jego cudowne perfumy, zmieszane z nutką jego samego. Mogłabym tak siedzieć zawsze, gdyby nie to, że zrozumiałam co robię.
Gwałtownie odsunęłam się od niego jak najdalej.Zaczęłam brzydzic sie samą sobą, całkowicie zapomniałam o strachu.
On chciał to wykorzystać, a ja się dałam. Patrzył na mnie z dziwną miną.

Atrakcja zakończyła się dość szybko i wszyscy wysiedli ze swoich wagonów.. Ja wyskoczyłam z tego naszego i udałam się w stronę wyjścia. Chłopak biegł za mną.
-Sophia, poczekaj!
Zatrzymałam się jak na komendę, odwracając po chwili na pięcie ruszyłam w jego stronę.
-Jesteś okropny, rozumiesz, jak mogłeś!? - krzyczałam.
-Ale o co chodzi?!-też krzyknął.
O co chodzi?!?O co chodzi?!?Kurwa o to chodzi, że wiedzaiłeś dobrze, żę się boję, i wykorzystałeś mnie po to by mnie zdobyć!-powoli zaczynałam płakać.-Jesteś gnojkiem, jesteś...
Nie pozwolił mi skończyć, tylko przysunął do siebie i namiętnie pocałował.
-Cholera, Calum!-krzyknęłam odpychając go od siebie.
-Co?
-Co ty opierdzielasz?!?-zdenerwowałam się, a moje serce tłukło się niemiłosiernie.
-Sophia, nie rozumiesz? Pociągasz mnie, nawet bardzo.-oparł cicho.
Podeszłam bliżej do niego i siarczyście udeżyłam w policzek.
-Masz dać mi spokój.-odwóciłam się chcą odejść.
Ale nie mogłam...
Wiedziałam, że jeśli to zrobię, to będzie tylko gorzej.
Nie wybaczyłabym sobie odejścia w takiej sytuacji.
Zrozumiałam, że go kocham.
Podeszłam do chłopaka i pocałowałam go, oplatając swoje ręce wokół jego szyi. Nasze usta współgrały ze soba tak, jakby były stworzone właśnie dla siebie.
Może to brzmi infantylnie, ale tak było. Przerwałam szybko pocałunek mówiąc:
-Nasz związek nie miałby najmniejszego sensu, Calum.-moje dłonie cały szas spoczywały na jego karku.-żyjemy w dwóch innych, i bardzo róźnych od siebie światach.
Zapadła cisza.
Ten rodzaj ciszy, którego właśnie najbardziej nie lubię...
Tak naprawdę nie myślałam nad związkiem z brunetem.Było to dla mnie dziwne wręcz absurdalne.
-Zawsze można spróbować.-zaśmiał się cicho.
-Nie zawsze. Nie w naszym przypadku.Przykro mi Calum.-spóściłam wzrok, a po moim policzku poleciało kilka łez, które zaraz zostały wytarte przez skrawek bluzy bruneta.
-Nie płacz, królewno. Nie będę cię zmuszał na związek, wiedz jednak, że zawsze możesz do mnie przyjść, i porozmawiać.Będę sie starał o ciebie, zawsze. A wiesz dlaczego? Kocham cię Sophia, mimo iż pewnie cię to zdziwi, słyszałem jaką masz niską samooconę, dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie. Szczerze, to... nie wyobrażam sobie ciebie z innym chłopakiem.-uśmiechnął się do mnie.-Nawet jeśli będziesz z kimś innym, ja będę cię kochał, i nie przestanę.-zkończył.
Poczułam kolejne łzy na policzku, i kolejne, i kolejnie. Stałam przed nim nie wiedząc co powiedzieć. Byłam szczęśliwa, chciałam mu powiedzieć, że taż go kocham, ale nie umiałam.Przytuliłam sie mocno do niego, mocząc mu przy okazji koszulkę.
-Przepraszam...-szepnęłam przez łzy.
-Za co mnie przepraszasz?-zdziwił się.
-Za to, że też cię kocham, nie dając nadzieji na związek.-odparłam.-Chodźmy już Hoodie, zimno mi.-obratłam rękawem twarz i ruszyłam przed siebie.
Doszliśmy w ciszy, pod mój dom. Chłopak nacisnął na klamkę, wpuszczając mnie pierwszą.Caluś ma u mnie plusa...
Z slonu dochodził dźwięk śpiewania i grania na gitarze.
Stanęłam w drzwiach, Michael i Luke siedzieli na podłodze i brzdąkali w gitary, Ashton usiadł na szafie i uderzał w nią dłońmi, to lżej to mocniej, a Jayden usiadł na sofie i śpiewał znaną mi piosenkę, ale nie z tutułu.

   I am
   Little bit of loneliness
   A little bit of disregard
   A handful of complaints
   But i can't help the fact
   That everyone can see these scars
   I am
   What i want you to want
   What i want you to feel
   But it's like
   No matter waht i do
   I can't convince you
   To just believe this is real
   So i let go
   Wathing you
   Turn your back like you always do
   Face away and pretend that I'm not
   But I'll be here
   'Cause you're all i got**

-Skąd ty umiesz tak śpiewać?-zdziwiłam się patrząc na brata. Ten zmieszał się, i przeczesał włosy.
-Jaa... Nie ważne, jakos samo tak wyszło.-odparł wstając.-Idę spać...
-Ja chyba też już pójdę.-powiedziałam idąc w ślady brata.
W moim pokoju było zimno, zapomniałam zamknąć drzwi na balkon.
-Zimno ci?-ktoś oplótł mnie rękami przytulając do siebie,Poczułam jego tors na plecach.
-No trochę...-zdjęłam ręce Caluma z siebie.
                                  +
Ja pierdolę, ale zpierdzieliłam rozdział, czemu?
CZEMU?
C_Z_E_M_U???
Zajżyjcie do bohaterów :)



   

Rozdział 4.

Calum wysiadł z samochodu Ashtona, i podszedł do dziewczyny stojącej pod drzewem. Miała ciemne włosy upięte w luźnego koka, dresowe spodnie i rozciągniętą bluzkę.Podszedł do niej i ją przytulił.

+Calum+
-Cześć kotku.-podszedłem do Van i ją przytuliłem.-Co się stało? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
-Calum, musimy porozmawiać.-odparła smętnym głosem.-Bo ja... Nie możemy być razem.
-Co? Czemu? O co chodzi?-zdziwiłem się.
-Jestem w ciąży, Calum.Przepraszam.
-Vanessa, za co ty mnie przepraszasz. To chyba dobrze, będziemy mieli dziecko.
-Nie Calum. Ja będę miała dziecko. Ono nie jest twoje.-jej głos był ztłumiony.-To jest dziecko Harrego.
-Jakiego Harrego.-teraz jedna myśl przyszła mi do głowy.
-A jekiego, kurwa znasz? Nie pamiętasz jak byłam na wymianie w Londynie, w jednej szkole z nim. Znasz go Calum, tak to ten Harry.Rozumiesz Styles będzie ojcem, nie ty, on!-odparła przez zły.
Wiele myśli kłębiło się w mojej głowie.Ona mnie zdradziła.Z moim przyjacielem...
Przepadło 2 lata naszego związku.Przepadł rok naszej przyjaźni...
-Nie chciałam tego, tak wyszło...
-Nie chciałaś? Jesteśmy ze sobą od 2 lat, kocham cię rozumiesz!A ty co? Vanessa jesteś w ciąży, do tego nie ze mną, tylko z moim przyjacielem.-krzyknąłem na dziewczynę.
-To był wypadek, Calum przepraszam.-zaczęła płakać.Usunę je jeśli zechcesz.-położyła rękę na moim ramieniu.Odwróciłem się gwałtownie i uderzyłem ją w twarz.

+Sophie+
Siedziałam z tyłu samochodu obok Luka.Oglądałam całą scenę zza szyby.
-O kłócą się, znowu.-powidzieła Ashton pod nosem.
Przeniosłam wrok za szybę na Caluma i jego dziewczynę.Uderzył ją.
-Dlaczego?-podniosłam głos.
-Widocznie były powody.-odparł Ashton.
Chciałam wyjść z samochodu, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Niech robi co ma robić, to jego sprawa.-Ashton przytrzymał mnie za rękę, który wyszarpnęłam, także z bólu bo złapał za mocno.-Nie wyjdziesz.-dodał ostro.
Poddałam się.Chwilę później drzwi od samochodu otworzyły się do środka wszedł Calum, i zatrzasnął się za sobą z dużym hukiem.
-Jedź Ashton, jak najdalej.-warknął na kolegę tak jakby miał w tym jakąś swoją winę.Szatyn wykonał polecenie. Sądząc po stanie Caluma musiało stać się coś złego.Nie poruszałam tematu, narazie.
Pod szkołą byliśmy kilka minut później. Zanim Ashton zdążył zatrzymać auto, bruneta już tam nie było.
-Ciekawe co sie stało?-mruknęłam pod nosem.
-Idź go zapytaj. Jak go znajdziesz, hehe.-odparł Mike, wysiadając z auta. Reszta uczyniła to samo.Lekcje były dopiero za 10 minut, więc czemu by nie spróbować.
Weszłam do dużego budynku, był przepełniony ludźmi od 10 latków po 20-kilku letnie osoby.Kilka karcących spojżeń spoczeło na mojej osobie.Cofnęłam się w przestrachu, i wpadłam na kogoś.
-Nie bój się ich, nie zjedzą cię.-Ashton szepnął mi do ucha.
-Jesteś pewien?
-Moge ci to obiecać.-odparł wymijając mnie i idąc przed siebie.
-Idziesz?-odwrócił się.
Postawiłam kilka kroków w jego stronę.Korytaż, który jeszcze przed chwilą był zaludniony, jakby opustoszał, wszyscy poschodzili na boki pod szafki.
-Co im?-spytałam chłopaka.
-Przyszliśmy do szkoły.-pokazał na siebie i chłopaków.
Cofnęłam się.
-Spokojnie, nie zabijemy cię.-zaśmiał się.
-Idę poszukać Caluma.
-Powodzenia.-odparł.
Chodziłam pustymi korytarzami szukając chłopaka.Znalazłam go jakiś czas później w łazience, opierał się dłońmi o umywalkę, z jego twarzy skapywały krople wody.Podeszłam do niego szybko, ale ostrożnie.Nie zwrócił na mnie uwagi.Po krótkim namyśle szepnęłam.
-Calum?
Uniósł lekko głowę, w moją stronę.Miał podkrążone i opuchnię te oczy.
-Co się stało?-dodałam.
-Nie istotne.-odburknął.
Nie chcąc go denerwować.
-Możesz powiedzieć.
-Mogę. Ale nie muszę. Wybieram tę drugą opcję.-warknął spuszczając głowę.
-Chciałam pomóc...
-Słuchaj.-podniósł się.-Nie jest to twoja sprawa, więc jak nie chcesz też dostać, to radzę sobie iść.-szedł w moim kierunku, a ja wylądowałam na ścianie.-A jeszcze jedno.Dzisiaj rano czegoś nie skończyliśmy.-przysunął się do mnie bliżej.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam odpychając go od siebie.Przytrzymał mnie jednak dłońmi przy sobie.
-Nic ci nie zrobię.Uspokój się.-uśmiechnął się wrednie.
-Ooooo, naprawdę. Po tobie można się wszystkiego spodziewać.-syknęłam mu w twarz.
-Ostra jesteś.-odarł.
-Możliwe. Puścisz mnie, wreszcie?-wyswoobodziłam się z jego rąk, chcąc odejść.
-Jeszcze jedno.-zatrzymał mnie i uderzył w trwarz.-Za to, że nie słuchasz.
Złapałam się za bolący policzek, patrząc na niego z pogardą,wyszłam z łazienki.
Płacz? O nie, nie płakałam, nie chciałam dawać mu tej satysfakcji.Mimo to z trudem powstrzymywałam łzy.

+Calum+
Kurwa.Co ja odpierdalam?Po co ją uderzyłem? Tak naprawdę nie była niczemu winna.Nie żeby mi na niej zależało, o nie co to to nie... Jednak miałem żał do samego siebie za to co zrobiłem.Chciałem iść i... powiedzieć jej że... Kurwa, nie powiem że przepraszam. Nie umiem.Pewnie i tak czuła do mnie odrazę, i nie chciała nawet mnie widzieć.

   -Calum, nie przywiązuj się, zbyt łatwo ci to przychodzi.
   -Spieprzaj.
   -Myślisz czasem nad swoimi słowami?
   -Nie pomagasz.
   -Bo wcale nie mam pomagać.
   -Wyjdź proszę cię.
   -Jak moge wyjść jak jestem twoją podświadomością debilu!

Brawo Calum, znowu kłócisz się ze samym soba.Skrzywiłem się na tą myśl.
Z dźwiękiem dzwonka wyszedłem z łazienki biorąc torbę.
-Masz ją przeprosić Hood.Tak przeprosić, sam słyszałeś.-powiedziałem sam do siebie w pół głosu wchodząc do sali. Rozejżałem sie po niej, siedziała z tyłu ze spuszczoną głową.
Czy mnie właśnie zrobiło się jej szkoda?
Cholera.

+Sophie+
Przykrość.
O tak, odpowiada, jak najbardziej.
Czy on w ogóle ma uczucia, i liczy sie z tym co robi?

Poczułąm jego wzrok na sobie. Wszedł do sali, poczułam to.
Pewnie zapytacie jakim cudem.
No tak, spało się z nim znam jego perfymy a pamięć.
Usiadł sam w wolnej ławce.
Cholera, co ja gadam. Zapomnieć o nim.

Do sali wszedł nauczyciel.był to niski starzy pan. Wyglądał na wyniszczonego fizycznie i psychicznie.Westchnął, usiadł za biórkiem.
-Witajcie wszyscy w nowym roku szkolnym! Mam nadzieję, że ten będzie lepszy od poprzedniego.-tu sojrzał na Ashtona, Luka, Mike'a i Caluma, na co oni odparli złośliwie miłym uśmiechem.Ale nie to było ważne. Ważne było to , że Calum patrzył na mnie.
Nie to nie tym bardziej nie było ważne. Jednak patrzyliśmy się tak na siebie jakąś chwilę.Nie zauważyliśmy, że wszyscy teraz patrzyli na nas.
-Panno Shelley, prosiłem o uważanie. Prosiłbym też aby usiadła pani z panem Hoodem.-powiedział nauczyciel spokojnym głosem.
-Nie wydaje mi się żeby było to konieczne.-odburknęłam do niego.
-Jednak prosiłbym o to.-dodał szybko i stanowczo.
Zwlokłam się z mojego miejsca, zabrałam plecak i udałam się w stronę ławki chłopaka.Nie patrzył na mnie skrobał coś na kartce.
Jest tyle osób w klasie, a ten staruch musiał wymienić akurat jego.
Opadłam na krzesło obok niego, nic nie mówiąc, ale robiąc przy tym duży huk, chcąc dać o sobie znać. Zmierzył cię wzrokiem.

Wyjęłam zeszyt i długopis, wyrwałam jedną kartkę i nabazgrałam na niej kilka słów.
 
   Jeszcze masz do mnie pretensję za to,
   że mnie uderzyłeś?

Odpisał szybko:

   A no więc właśnie możemy pogadać.
   Znaczy ehm...no wiesz.

   Wątpię by ta rozmowa przyniosła
   coś w skutkach.Ale okej.

   Wiesz, ja nie panowałem nad sobą,
   to przez Vanessę. Byliśmy ze sobą
   2 lata, była dla mnie wszystkim,
   myślałem, że ja dla niej też.
   Ale pomyliłem się bardzo, bo
   zaszła w ciążę, z Harrym.
   Planowaliśmy razem przyszłość,
   a ona mnie zdradziła...

   Kto to Harry?
 
   Harrego Stylesa nie znasz?
   Jego każdy zna, powiedz że
   znasz. Na 100%. Ale to nie
   ważne.

   Nie znam.
   Coś jeszcze?

   No właściwie to tak.
   Ja chciałem, ten, no...

Tu przestał pisać, zaczął stukać długopisem w blat biórka.
Przysunęłam się do niego.
-To tylko słowo. Jedno słowo. Brzmi "przeprasza".-szępnęłam mu do ucha.
Spojżał na mnie kątem oka.

Dzwonek.

Podniosłam się z miejsca, wszyscy zrobili to samo. Wyszliśmy przez salę, a co Caluma podszedł Ashton, Luke, i Mike.
-Idziecie z nami na dół?-zpytał nas Luke.-Mamy z chł...
-Zamknij się!-przerwał mu Calum i odwrócił do mnie.-Przepraszam.-kąciki jego ust lekko drgnęły.
-Wybaczam Calum.-odparłam i odeszłam do łazienki.
                                   +
Hejo koteły :3
No i jak, co myślicie?
Błagam szczere opinie :)
I jakby były jakieś błędy to naprawdę SORRY, ale wszystko jest na szybko.
Obiecuję poprawię je w wolnej chwili.
I ortografy też, przepraszam noo.
NAPRAWDĘ POPRAWIĘ!!!



czwartek, 21 sierpnia 2014

UWAGA!

Posty nie sprawdzane, xd wiem ale naprawdę nie mam czasu, mam kilkanaście minut internetu miesięcznie, pośpiech.
Posty będą może po 3-4 rozdziały miesięcznie.
Ale staram się żeby były długie.
:)
To tyle ode mnie :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3.

-Jutro pierwszy dzień w szkole, boisz się?-zpytał Jay po skonsumowaniu ostatniego kawałka pizzy.
-No wiadomo, jak zawsze.-odparłam.
-Masz chłopaków.-dodał niespodziewanie.
-Wy chodzicie wogule do szkoły?
-Czasem.-odparł Ashton.-Jak już na prawdę nie ma co robić w domu, to tak choćby dla samej beki.-dodał.
-Spodziewałam się takiej odpowiedzi.Nawet jeśli, to nie będziemy w jednej klasie.
-Coś mówiłaś?-zpytał Mike.
-No, tak mi sie wydaje. Jak Ashton ma 20 lat, a ja 17. Hyhyhyhy, pozdro.Logika, na poziomie Jay'a.
-Ashton specjalnie nie zdawał, ja i Calum też, żeby zostać w klasie z Lukiem.
On jest takim słodziakiem, przecież.-potargał kolegę za policzek.-Uczy się zawsze, wszytsko wie, jest najlepszym uczniem, hahaha.-dodał czochrając jego włosy.
-Yhhy już.Ostatnio tak pobiłem 9-latka, że aż wylądował w szpitalu.-powiedział blondyn.-Wogule to idę spać.-dodał.
-No ja chyba też już.-odparł Mikey i wyszli z pokoju.
-My wychodzimy, ja i Ashton.-powiedział z kolei Jayden.-zostajesz z Calumem, jemu nie chce się nigdzie iść.-on i Ashton wstali i chieli wyjść, ale Jay zatrzymał się przed drzwiami.
-Super, przynajmniej nie będę sama.
-A wspominałem ci, że chłopcy zostają u nas tydzień.
Podniosłam wzrok.
-Nie mamy przecież 6 łóżek.-zaprotestowałam.
-Mamy moje, twoje i to na dole.Ja śpię u mnie z Ashtonem, Mikey i Luke na dole a ty z Calumem u ciebie.Proste? Proste.-zaśmiał się.
-Ooooo, kolego. Nie mam zamiaru spać w jednym łóżku, z kimś kogo nie znam, a do tego z kimś takim jak ci twoi koledzy.-pokazywałam palcem po każdym z nich.
-Chyba nie chcesz spać ze mną.-Jay się uśmiechnął.
-Nieeeeee, proszę. Tylko nie z tobą, każdy nie to, ok, ok. Zgadzam się dobra.-rzuciłam rękami do góry.
-Dogadaliśmy się wreszcie.-odparł i razem w Ashtonem wyszli z pokoju.
Zostałam sama z kimś kogo nie znam, z kimś kto mógł być kazdym, a za razem nikim.Patrzyliśmy się chwilę na siebie.Mój wzrok przykówały jego ogromne oczy.
Każdy jego włos był na swoim miejscu, jakby wiedział że tam jest jego miejce.Chłopak miał czarne rurki podobne do moich, i białą bluzkę na ramiączkach.Burza przerwała, moje przemyślenia.Zatrzęsłam się w miejscu, patrząc na okno.
-Boisz się burzy?-zpytał lekko rozbawiony mulat.
-Nieee, coś ty.-zkłamałam zagryzając zęby.-Idę spać.-dodałam wstając i kierując się w strone drzwi.
-Będę, w kuchni jakbyś czegoś chciała.-powiedział też wstając, ale nie patrząc na mnie.
On zszedł po schodach na dół, a ja weszłam do swojego pokoju.Umyłam, przebrałam w bluzkę do spania, i weszłam pod koc.Chciałam usnąć nie myśląc o tym, żę koło mnie będzie spał on. Ten chłopak, który wydaław się pogrążoną w sobie osobą, osobą która  była zdolna do wszystkiego, bałam się go, owszem, ale to chyba normalne, nie?
Zagrzmiało głośno a cały dom jakby podskoczył. Wstałam, owinęłam sie kocem, i podreptaałam na dół po schodach do kuchni. Siedział na krześle przy stole i robił coś w telefonie.Usiadłam obok  niego.
-Ee, Calum?
-Hmm?
Spojżał na mnie.
-Przyjdziesz do mnie?
-Nie boisz się? Że coś ci zrobię?Na przykład zgwałcę?-zpytał.
-No boję, ale bardziej boję się tej burzy.-szepnęłam.
-Jednak.-wstał.-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Ja wstałam i poszłam z nim.
Burza jeszcze bardziej dawała we znaki, a ja z każdym jej uderzeniem zatrzymywałam się w miejscu.
-Ej kotku nie bój się.-objął mnie ręką w talii, na co skrzywiłam się ale dałam spokój.
Weszłam z chłopakiem do pomieszczenia i wskoczyłam pod koc, a on położył się obok mnie.Chciał objąć mnie ramieniem, ale ja szybko go odrzuciłam.
-łołoło, kolego wysoko cenię sobie swoją prywatność, a ty masz tu być tylko po to żebym się nie bała,-powiedziałam na jednym wydechu.
-Ok, jak sobie pani życzy.-odparł odsówając się.
Odwróciłam się tyłem do niego, chcąc zasnąć, ale tak choolerna burza nie pozwalała mi na to.Bałam się jej bardzo, ale nie chciałam mu dawać tej satysfakcji.Próbowałam ją zignorować...
Po dłuższym namyśle odwróciłam się w stornę chłopaka, przysunęłam do niego, i przutuliłam do jego klatki piersiowej.
-Czy przypadkiem nie ceni sobie pani swojej prywatności?-jego głos zabrzmiał w moich uszach.
-Nie gadaj, tylko mnie przytul, idioto jeden.-szepnęłam i chwilę później usnęłam.

Obudziłam się, była godzina 6:30, poczułam ciężar czyjejś umięśnionej ręki na sobie.Spojżałam na Caluma, miał zamknięte oczy ale nie spał.
-Mógłbyś?
Zdjął ze mnie swoją rękę, a ja poczułam ulgę.
-Od kiedy nie śpisz?-zapytałam.
-Wstałem chwilę przed tobą.-wychrypiał.
Cicho, wcale nie jestem uzalezniona od męskiego głosu z rana, wcale nie.
-Idziemy na śniadanie Calum.-wstałam, okrążyłam łóżko i jak małe dziecko, pociągnęłam chłopaka za palca od lewej ręki.Ten nawet nie drgnął.
-Tak się chcesz bawić.-odparłam siadając okrakiem na jego brzuchu.Otworzył jedno oko.
-Masz łaskotki?-zpytałam i nie czekając na odpowiedź, zaczęłam łaskotać go po brzuchu.On śmiał się głośno.
-Przestanę jak powiesz, że pójdziesz na śniadanie.-podniosłam palca do góry , przesówając się na jego uda.On podniósł się i usiadł przede mną.
-To ode mnie zależy.-usiadł podpierając się z tyłu rękami i wyszeptał mi do ucha.-A może ty masz łaskotki, co powiedz?-zmieniliśmy pozycję, bo teraz to on siedział na mnie, a lekki nie był.Łaskotał mnie po obu stronach brzucha.
Dostałam od tego bólu brzucha.
-Przestań, Calum! Proszę.-piszczałam
-Przestanę, jak pokażesz mi co masz wytatuowane na plecach.-odparł.
Zamarłam.
-Kiedy widziałeś?
-Hmmm, pomyślmy. Jak spałaś?
-Nie ważne, Calum, nic.-zmieniłam ton wyswobadzając się z niego.-chodź.-udałam sie w stronę drzwi, ale on mnie zatrzymał.
-Mnie się nie odmawia, pamiętaj.
-Nie powiesz Jaydenowi?-spuściłam wzrok.
-Nie powiem.
Odwróciłam się pokazując mu dziarę. Był to mały potworek, z dużymi uszami.
-Mmm, ładny.
-Ale z ciebie świnia, wiem że nie patrzyłeś na tatuaż!-krzyknęłm piorunując go wzrokiem.
-Może.-uśmiechnał się złośliwie.
-Nie ważne, a teraz idziemy na dół proszę pana, nie chcę się spóźnic pierwszego dnia szkoły.-powiedziałam do niego, i razem zeszliśmy na dół.
W kuchni siedział Jay, Ashton, Mike, i Luke.Rozmawiali i śmiali się.
-Zakochańce wstały.-powiedział Luke widząc was.-Jak się spało?
-Żadne zakochańce.-westchnęłam.
-No mówcie, co tam się wczoraj u was działo?Nam możecie powiedzieć.-dodał Jayden.
-Czy ciebie w tej Irlandii to do końca dopieprzyło?-zwróciłm się do brata.
-Niee, czemu?
-Nie ważne.-wzięłam jabłko ze stołu i usiadłam obok brata.-Ile jest z tąd do szkoły?-zwróciłam się do Luka.
-Jakieś 15 minut na piechotę.Ale my dzisiaj nie idziemy.
-Co, przepraszam?
-No, nie chce nam się, błagam.-powiedział.-Po co chodzić do szkoły?No sama powiedz.
-Po to, że to jest dla mnie pierwszy dzień nowej szkoły, nie chcę zawalić.-wstałam.
-Okej, okej, jak sama chcesz.-powiedział nieszczerze patrząc na kolegów.
-To ja idę się ubrać, i będziemy mogli jechać.-odparłąm i pobiegłam do siebie na górę. Wchodząc do pokoju usłyszałam jak mój telefon wibruje.Odblokowała go i odczytałam sms'a,

   Od:Tata
   Kochanie, przepraszam że nie poinformowałem cię wczesniej o tym że muszę zostać w pracy, ale rozładował mi się telefon.
   Potrzebowali mnie na rozdziale(mój tata pracuje w szpitalu) Prawdopodobnie będę musiał zostać do jutra, albo dłużej.
   Tata xx.

Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam się ubrać.Wyjęłam granatowe rurki, białą bluzkę z czarnym napisem "Hipsta Please", przypadkową bieliznę, i szarą bluzę. Ubrałam się , umyłam zęby a na końcu nałożyłam makijaż.Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki.Zabrałam plecak i chciałam wyjść z pokoju. Jednak ktoś mi przeszkodził.
-Gdzie się pani wybiera?-usłyszałam nad sobą głos Caluma.
-No chciałam iść, na dół.-spojżałam na niego.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki, ty też wyglądasz se...spoko.
Ten zaśmiał się cicho.
   -Musisz mi zawsze robić na złość?
   -Najwidoczniej muszę.Ty też bys uważała na to co gadasz.
   -Wiem,wiem. Ale nie mogę się oprzeć jemu.
-Nie dokończyliśmy czegoś...-przerwał moją kłótnię z samą sobą.
-Po pierwsze, my niczego nie zaczynaliśmy, po drugie, chciałabym przejść.-popchnęłam go lekko.
-Wątpię żeby było to konieczne.-złapał mnie za nadgarstki przysówając bliżej siebie.
-Chamski jesteś.-warknęłam mu prosto w twarz.
-Kotku, a czego się spodziewałaś.-chciał mnie pocałować, ale zadzwonił jego telefon.
-Szlag.-odkleił się od ciebie i wyjął telefon z kieszeni spodni.-Vanessa?
-Kto to Vanessa?-zpytałam.
-To moja dziewczyna.-uśmiechnął się lekko pod nosem.-Co ona chce?
-I ty, miejąc, dziewczynę, chcesz, mnie, pocałować?-z każdym słowem kułam go palcem w klatkę.
-No a jaki problem.-odparł, odkładając telefon na swoje miejsce.-Musimy iść, chciała się spoatkać przed szkołą.
Wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół, chłopcy już czekali.
-Ej, słucajcie podjedziecie na chwilę pod park, Vanessa chciała się ze mną spotkać.-powiedział do kolegów.
Ashton westchnął cicho.
-Okej.Chodźcie idziemy.-
                              +
Ciary mam ludzie.
Co będzie dalej, no nie wiem.
Nie no ja wiem mam napisany już 4 rozdział :D
Ale wy nie wiecie xd
Hohoho taka hojna ja.
NIESPRAWDZANY!!!
ALE SPRAWDZĘ!!!

Rozdział 2.

Obudził mnie dźwięk otwierania drzwi. Otworzyłam oczy i spojżałam na przybysza.
Widząc brata, podniosłam się, podbiegłam do niego, rzuciłam na szyję i przytuliłam mocno
-Cześć siostra!-powiedział odwzajemniając gest kilka razy mocniej, przez co brakło mi powietrza w płucach.-Tęskniłem.
-Ja też, jak mogłeś wogule mnie tak zostawić i sobie pojechać?-spytałam z udawanym wyrzutem.-Kocham cię!- poczęłam obcałowywać jego policzek, a łzy same pchały mi się do oczu.
-Już, koniec.-powiedział śmiejąc się.-Zaraz będą chłopcy, ja idę do łązienki, jakby przyszli to im otwórz.-powiedział.-A gdzie wogule jest kibel?-dodał wystawiając język.
-Znajdziesz.-zajęłam swoje poprzednie miejsce i włączyłąm telewizor.
Nie minęło 5 minut, jak ktoś zadzwonił do drzwi.Wstałam żeby otworzyć.
To co zobaczyłam zdziwiło mnie bardzo.
-O, to ty! Widzę że Jay ma dobry gust.-przede mną stał Ashton ze kolegami.
-Co wy tu robicie?-zpytałam dławiąc się lekko i przytrzymując drzwi żeby nie weszli.
-No jak to stoimy.Ślepa jesteś czy coś?-dodał Mike pchając drzwi, był silniejszy więc uległam.
-Tak, możecie wejść.
-A co ty tu robisz?-zpytał Ashton.
-No stoję. Co ślepy jesteś?-odparłam zakładając ręce na piersi.
-Pytałem.
-Jestem siostrą Jay'a.
Chłopak zmarszczył brwi.Zmieszał się trochę, było to widać.
-Jak on wytrzymuje z taka debilką?-mruknął pod nosem, specjalnie głośno.
-Nie jestem żadną debilką!-krzyknęłam na niego.
-Myśl tak dalej, żyj w błędzie.-odparł i wszyscy weszli do salonu.-Ładnie tu.-dodał od niechcenia.
Rzuciłam im ostatnie spojżenie i poszłam na górę, do siebie, biorąc po drodze gitarę. Będąc w pokoju wyszłam na balkon i zaczęłam grać All You Need Is Love - The Beatles. Patrzyłam na zachodzące słońce przypominając sobie Londyn. Teraz pewnie by tam padało...
Wygrywając ostatnie dźwięki piosenki poczułam czyjąś rękę na ramienu.
-Jezu, to ty znowu, czego chcesz?-nade mną stał Ashton.
-Przyszedłem tylko zapytać, czy nie chcesz iść do nas, jesteśmy w pokoju na przeciwko.-zpytał oschle.
-Raczej nie.
-Ej, źle reagujesz na mnie. Przecież ci nic nie zrobię.-dodał szczerząc się. Miał ogromne dołeczki w policzkach, co było pociągające.
-łoo, ale dołki masz śliczne.-powiedziałam uśmiechając się do niego. Włożyłam palce do obu z nich przyciskając lekko.
-To co idziesz?-powrócił do dawnego tonu.
-Tsaak, może zaraz.-sapnęłam, strojąc gitarę.-Ciepło dzisiaj.-nieumyślnie zdjęłam wcześniej założoną bluzę, czego chwilę później pożałowałam.Ale cóż, było za późno...
-Poczekaj, poczekaj.Pokaż no ręce.-schylił się, sięgając po mój nadgarstek.
Szarpnęłam nim, chcąc się wyrwać, ale był silniejszy.
-Masz blizny po cięiach.-powiedział cicho.
-Jakbym nie wiedziała...
Przysuną rękę bliżej i zaczął czytać.

   "Żyjemy.A po co?
    Nie łatwiej skakać?
    Najlepiej z mostu.
    Pod pociąg?"

+Ashton+

Przeczytałem słowa, wyryte na jej ręce i spojżałem na nią.
Płakała bezgłośnie, łzy spływały po jej policzkach.
-Ej, kotku nie płacz.-podniosłem palcem jej podbródek, tak aby patrzyła na mnie.-Posłuchaj mnie i nie płacz."Każde życie ma sens. Każdy jest potrzebny inaczej by go nie było, tutaj z nami."Od kiedy to robisz?-wytarłem łzy rękawem swojej bluzy.
-Od śmierci mojej mamy.Brakuje mi jej.-szepnęła.
-Masz przestać.-nakazałem ostro.
-To niemożliwe.
-Wiesz, posłuchaj. Miałem kiedyś dziewczynę, miała chyba na imie Stephanie, ale to nie istotne. Byliśmy u mnie w domu, oglądaliśmy film. Ona w pewnym momencie powiedziała mi, że widziała. Ja się zdziwiłem nie wiedząc o co jej chodzi.Wytłumaczyła mi że wie o tym żę się tnę. Zaczęliśmy rozmawiać na ten temat, prosiła mnie żebym przestał, i mówiła że nie warto.Bałem się bo nikt nie miał o tym wiedzieć.Powiedziałem jej że to nie możliwe, i że nic nie rozumie.
Jednak, zrozumiałem potem że nie ma rzeczy niemożliwych i niewykonalnych, są po prostu takie które przychodzą nam z trudem. I od tamtego czasu się nie okaleczam.-powiedziałem.
-Też się okaleczałeś?
Bez słowa uniosłem rękaw bluzy, pokazując jej moje blizny.
-Dziękuję Ashton.- odparła uśmiechając się lekko.
Przygryzłem wargę, biorąc głęboki oddech.
Nie zważałem na to czy to dobre, czy złe.
Pociągała mnie, fizycznie i psychicznie.
Jednak jako przyjaciółka...
Przysunąłem sie do niej i pocałowałem.
Zdziwiła się bardzo, w jedenj chwili chciała przerwać pocałunek, ale potem nie protestowała...

+Sophie+
Nie chciałam tego.
Ale z drugiej strony potrzebowałam.
Bliskości, wysłuchania i zrozumienia.
A Ashton? Nic nie znaczył. Byłam dla niego na raz i koniec.
-No Ash, do cholery ile można py...-drzwi od mojego pokoju otworzyły się z hukiem a do pomieszczenia wpadł Jay.Widząc nas w takiej sytuacji, zdziwił się bardzo.
-Jaa...sory, powinienem pukać, taaak, ja już chyba pójdę.-zająknął się.
-Jayden poczekaj.To nie tak, serio. Nic pomiędzy nami nie ma, ja go nawet nie lubię, i sama nie wiem co to było.Obiecaj że nie powiesz nikomu.-podkresliłam ostatnie słowo.
-Dooooobra, jak chcesz.
-A my o tym zapomnimy.-dodałam osche do Ashtona, który nagle pojawił się okok.Poszliście do pokoju na przeciwko, gdzie był Luke, Calum i Mike. Rozpakowywali rzeczy mojego brata, robiąc przy tym straszny syf.
-Zaczynaliśmy się martwić.-Mikey spojżał na was spod byka.-Luke myślał, że może doszło do wymiany śliny, lub jeszcze czegoś go...Aaał!!!-dostał piłką w głowę.
-Ciota.-syknął Luke w jego stronę.
-Nie było po co.-odparłam.-Zagadalismy się tylko.
Rozejrzałam się po pokoju brata. Był duży, ściany były fioletowe, a meble żółte.Chłopak też miał własną łazienkę.
-Jay, nie pomyliliśmy przypadkiem pokoi.-zażartowałam.
Uniósł wolno głowę.
-Nieeee, czemu niby, A jakie masz ściany?-zpytał.
-Czarne.
-Taaaak, pomyliliśmy. Ale mnie się ten podoba.-przytulił się do ściany rozkładając ręce.
Jego rzeczy były porozwalane wszędzie. W pewnej chwili mój wzrok spotkał się z wzrokiem Caluma.
-Hej!Słyszy?-ktoś pomachał ci ręką przed nosem.
-Co?
-Jay pytał czy masz chłopaka.-powiedział Ashton.
-Spójżcie na mnie i sami sobie odpowiedzcie.Ja wyglądam jak ostatnia wywłoka świat.
-Widziałem o wiele brzydsze od ciebie. Ty jesteś charakterystyczna i oryginalna.-wtrącił Hood.
-Patrzcie jak się składa. Nie masz może ochoty chodzić z Calumem. Nie układa mu się z Vanessą, więc, czemu nie moglibyście spróbować?-Ashton się zaśmiał kąśliwie.Spiorónowałam go wzrokiem, brunet zrobił to samo.
-Słucham?
-To co słyszała szanowna pani, hahaha.
-Ale śmieszne, popisałeś się.-zmrużyłam oczy.
Przerwał nam dzwonek do drzwi.
-Pizza przyszła!-krzyknał Jay.
-O, to ja pójdę.-odparłam wychodząc z pokoju.Zbiegłam na dół po schodach, odebrałam zamówienie, i udałam się znowu do góry. Pudełka pażyły moje ręce, więc wchodząc do pokoju myślałam że je upuszczę.
-Dawaj to, bo zaraz się spalisz.-powiedział Calum, zabierjąc ode mnie jedzenie, na co posłałam mu ciepły uśmiech.

                                 +
Hejo :)
Jak sie podoba, liczę na szczery komentarz, chociaż jeden xd.
Proszę :C
Byłoby mi tak milusieńko :)
I PRZEPRASZAM ALE NIE SPRAWDZANY POPRAWIE WSZYSTKO W WOLNEJ CHWILI!!!!

Rozdział 1.

*następny dzień*
Obudziłam się zdezorientowana.Podniosłam głowę, a moim oczom ukazała się czarna płaszczyzna.Podniosłam się i usiadłam na wezgłowiu łóżka. Byłam w cudownie urządzonym pokoju, według mojego gustu.Ściany były pomalowane czarną farbą, podłoga wyłożona białym drewnem.Łóżko stało na środku pokoju, wszystkie meble były białe z lekką nutą szarości.Pomieszczenie oświetlało duże, balkonowe okno. Na podłodze stały paczki z moimi rzeczami. Wczoraj w nocy bałam tak zmęczona podróżą, że usnęłam od razu po przyjeździe, nawet nie zwiedzając domu.Wiedziałam tylko że jest duży.
Wstałam z łóżka i otworzyłam ościeżnie okno balkonowe.Poczułam jak wiatr owiewa moją twarz.Sięgnęłam po plecak, i wyjęłam z niego paczkę papierosów, cały czas rozglądając się po pokoju. Moją uwagę przykuły szare drzwi, zaciekawiły cię bo drzwi wejściowe były zupełnie po drugiej stronie pomieszczenia.Podeszłam do nich, szarpnęłam za klamkę.
-Łazienka?-zdziwiłam się, wyglądem pomieszczenia. Weszłam do środka, okazało się, że jest ono połączone z pomiestną garderobą.Obejrzałam ja dokładnie, po czym usłyszałam krzyk taty:
-Zejdź na chwile na dół jak już wstałaś!
Wyszłam z pokoju, i zbiegłam po schodach na dół.Przy drzwiach stał mężczyzna i zakładał buty.
-Jak się podoba pokój?-zapytał z uśmiechem, jakby chciał się pochwalić że to jego robota,
-Jest cudowny, dziękuję.-przytuliłaś go.
-Kochanie, ja jadę do pracy, prawdopodobnie będę późno w nocy.-pogładził cie po głowie, i pocałował w czoło.-Co będziesz dzisiaj robić?
-No to tak: rozpakuję moje rzeczy, potem trochę rozejrzę się po okolicy.-odparłam.
-Dobrze, ja idę.-spojrzał na zegarek i wyszedł z domu posyłając ci uśmiech.
Weszłam na górę do swojego pokoju, i wzięłam się za rozpakowywanie rzeczy z pudeł, najpierw zaniosłam ubrania do garderoby i porozwieszałam je na wieszakach, bieliznę powkładałam do szuflad, spodnie porozkładałam. Następnie kolekcję moich książek poukładałam na półkach, razem z pamiątkami, przywiezionymi z innych krajów, biżuterię i kosmetyki położyłam na komodzie, a zdjęcia powiesiłam na ścianie.Ostatnią rzeczą, była gitara, z którą nie rozstawałam się od kąd pamiętam.Oparłam ją o ścianę przy drzwiach do łazienki.Skończyłam wszystko po ok. dwóch godzinach.Postanowiłam się odświeżyć. Wzięłam z półki czarne podarte na kolanach rurki, białą bluzkę na ramiączkach, i żółtą bieliznę. Wskoczyłam pod prysznic, ciepła woda oblewała miło moje ciało.Włosy umyłam, bo i tak były już wilgotne.Wyszłam z wody i otuliłam mokre ciało jedwabistym ręcznikiem.Stanęłam przed dużym lustrem, i zaczęłam podziwiać moją wychudłą twarz i lekko zapadnięte policzki.Można było uznać, że wyglądasz jak nastoletnia zombie.Wytarłam ręcznikiem ciało i ubrałam ubrania.Mokre włosy rozczesałam i wysuszyłam.Nie musiałam ich prostować, bo byłe akurat.Nałożyłam makijaż wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.Była godzina 12 a ja od wczoraj nic nie jadłam, wzięłam jabłko z koszyka na stole, schowałam telefon do kieszeni, wzięłam torebkę i wyszłam z domu zakluczając go.Poczułam zapach Australijskiego lata, był on inny niż w Londynie.Zaraz, o ile ostatni dzień wakacji można nazwać latem.Udałam się w stronę miasta, podziwiając park będący po drugiej stronie ulicy.
-Auu!-upadłam na beton.
-O fak, przepraszam, Jezu, nie chciałam zagapiłam się.-usłyszałam damski głos, podniosłam głowę i zobaczyłam szatynkę średniego wzrostu. Miała duże niebieskie oczy i mały kolczyk w nosie.Jej włosy były rozpuszczone i opadały na ramiona.Pomogła mi wstać.
-Nic się nie stało, każdemu się zdarza.Z drugiej strony to też moja wina.-odparłam.
-Jesteś Brytyjką!-krzyknęła niebieskooka uśmiechając się.A tak chciałam ukryć akcent.-I pewnie nie znasz okolicy?Super, oprowadzę cię.-dodała.-A w ogóle to jestem Madison.-podała mi dłoń.
-Sophia.-odwzajemniłam gest.
-Chodź idziemy, pokażę ci całe miasto.-wzięła cię pod rękę i poszła przed siebie.-Ile masz wogule lat z kąd przyjechałaś, i czemu?-zadawała ogrom pytań.
-No to od początku: 17, przyjechałam z Londynu, i temu że w każdej szkole jestem zastraszana, wyzywana i odpychana, przeprowadzamy się od 4 lat.-odpowiedziałam na jednym wydechu.
-Będziesz chodzić tu do szkoły?
Pokiwałam twierdząco.
-Ja też! Super, super, super! Wiem, pewnie uważasz, mnie za wariatkę prawda?-zapytała jak obłąkaniec.
-Yyyy, troszkę, ale to utwierdza mnie w przekonaniu że się zaprzyjaźnimy.-odparłam.
-No oczywiście, że tak innej opcji nie ma.
Chodziłyśmy po mieście śmiejąc się i poznając siebie.Madison okazała się być bardzo towarzyską i otwartą na świat osobą, nie brała życia na poważnie. Żyła chwilą, co inrtygowało mnie w niej. Nie przejmowała się tym co będzie. Polubiłyśmy się bardzo.Zanim sie obejżałam była godzina 16:30. Dziewczyna zdziwiła się bardzo.
-Oo, nie szef mnie zabije, pół godziny temu miałam być w pracy!-złapała się za głowę.-Zapisz mi twój telefon, zgadamy się i spotkamy może jutro.
Wyjęłaś karteczkę i długopis i podałaś jej numer. Przytuliłyśmy się na pożegnanie a ona odbiegła.Ja udałam sie w strone domu. Byłam zmęczona, bolały mnie nogi, więc będąc już w budynku uśmiechnęłam sie pod nosem.Zdjęłam czarne converse i poszłam do kuchnni, napić się wody.Mój telefon zabrzęczał w kieszeni, co oznaczało że dostałam sms'a. Jayden...
A kto to Jayden?No tak, więc Jay to mój brat, starzy o 2 lata, ale zachowuje się jakby miał 6 lat. 2 lata temu wyjechał ze swoją dziewczyną, Dianą, do Irlandii, miał przyjechać dzisiaj.
Odblokowałam ekran telefonu, i sprawdziłam wiadomość:

Od:Jay:*

   Hej siostra! Jesteś teraz w domu, prawda?
   To ważne!

Odpisałam mu:

   Jestem, jestem, i zgaduję że będziesz
   z kolegami i chcesz mnie poprosić,
   o to żebym zrobiła cos z domem,bo
   nie chces ich wpuszczać do burdelu xd
   Zgadłam?

   No czytasz mi w myślach, młoda.
   Kocham cię :*
   I widzimy się już dzisiaj.

Odłożyłam telefon do kieszeni, i poszłam na górę po gitarę.Zawsze w wolnej chwili, brałam instrument, siadałam przed domem i grałam przypadkowe melodie i znane piosenki.Teraz zrobiłam to samo.Usiadłam na schodach, oparłam gitarę o kolano i zaczęłam grać Radioactive - Imagine Dragons,podśpiewując pod nosem.Zamknęłam oczy i wsłuchałam w melodię.
-Łał!!!-usłuszałam męski głos.Podniosłam głowę, i poczułam że moje policzki płoną.Nade mną stało czterech chłopaków.
-Ja...eee...dziękuję.Mogę wam w czymś pomóc?-zpytałam zmieszana, na co oni odpowiedzieli głośnym śmiechem.
-Mam coś na twarzy? Jeśli tak, to wystarczy powiedzieć.-dodałam,a oni zaśmiali sie jeszcze głośniej.
-Jesteś tu nowa?-zmienił temat chłopak z kolczykiem w wardze.
-No, tak, wprowadziłam się wczoraj w nocy.
-Będziesz chodzić tu do szkoły, prawda?Ile masz lat?-wypytwał.
-Nie muszę wam się z tego spowiadać...
-Uuuu, jaka zadziorna.-uśmiechnął się chytrze chłopak z włosami owiniętymi bandamką.
-Odwalcie, się, nie macie nic ciekawego do zaoferowania sobą to sobie idźcie.-warknęłam wstając i chcąc iść do domu.
-Niee, jeszcze nie pójdziesz.-przytrzymał mnie za rękę.-Jak masz na imię?Powiedz.-nacisnął na ostatnie słowo.
-Umh...Jestem Sophia, po co wam to? Mogę już iść?
-Ja jestem Ashton, to jest Luke, to Mike, a to Calum.-pokazywał na kolegów,jakby mnie to obchodziło, a mój wzrok spoczął na tym ostatnim.Był to wysoki brunet, z dużymi i czarnymi wręcz oczmi.
Były chipnotuzujące, więc tak gapiąc się na niego musiałam wyglądać bardzo dziwnie.
-Coś ci?
-Nieeeee, nic.-odparłam, i poczęłam podziwiać moje stare converse.
-Oczy Caluma, prawda?-zpytał Ashton, jakby czytając ci w myślach
-Haha, chyba nie.
-Taaaa, nie...-powiedział brunet w półuśmiechu.
Ja spóściłam głowę chcąc uniknąć jego wzroku.
-Kotku, znowu sie zaczerwieniłaś.-powiedział Ashton.
-Nie kotku.-warknęłam do niego.
-Ostro, ostro.Chodźcie chłopaki.-kiwnął na kolegów i odeszli. Ja za to weszłam do domu, odstawiłam gitarę i poszłam do salonu.Nie zauważyłam nawet jak dostałam sms'a.
Od:Jay

   Sprzątnęłaś? Zaraz będę w domu xx

   No, to czekam na ciebie xd
   Nie było co sprzątać.

Rozejrzałam sie po pokoju. Było ok.
On odpisał:

   No to gud :)
 
Położyłąm telefon na stoliku, i położyłam się na sofie.
Tęskniłam za bratem, za jego oczami, uśmiechem, wiecznie poczochraną fryzurą, a co najważniejsze opieką.On i ojciec, byli jedynymi osobami, dla których chciałam żyć.Oni podtrzymywali mnie w wierze, że życie każdego ma sens i swoją wartość.Dzięki nim na jakiś czas przestałam się okaleczać i wyszłam z depresji po samobójstwie mamy.Oni dawali mi wiarę w siebie.
Minęło 15 minut.
Potem 30, co przedłużyło się w prawie godzinę.
Moje oczy, powoli, ale stopniowo się zamykały.
Zasnęłam

                                 +
No jest! Jezu, jaki zaciesz mam lel!
Mam nadzieję że się spodoba.
Jak ktoś chce być na bierząco informowany, kiedy będzie następny rozdział niech pisze na aska : ask.fm/MadziaCh485
I komentujcie xd
Proszę xd

Prolog

+Sophie+

Siedziałam na materacu w swoim pokoju.Pokoju? Bardziej chyba pasuje dawnym pokoju.
Płakałam cicho. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę go po raz ostatni. Wszystkie wspomnienia z tego miejsca jak na złość powróciły i kłębiły się w mojej głowie.Przeprowadzałam się do Australii.Miałam ogromną nadzieję że spodoba mi się w kraju kangurów.Usłyszałaś lekko zachrypnięty głos swojego ojca.
-Kochanie zejdź na dół. Musimy już jechać!-krzyknął z dołu.
Nic nie odpowiadając, wzięłam walizkę i plecak, który dostałam na swoje dziesiąte urodziny od nieżyjącej już matki. Zarzuciłaś go sobie na plecy, i ostatnim spojrzeniem pożegnałam swój dawny pokój.Zeszłam na dół po schodach, u których czekał już mój ojciec.Wyszliśmy z domu.
-Pamiętaj dziecko, jak w nowej szkole znowu będziesz zastraszana, to masz od razu do mnie dzwonić, przeniesiemy cie do innej.-cały czas ta sama śpiewka "Jak będzie źle, wyprowadzimy się". Zawsze to samo.-Najważniejsze dla mnie jest twoje szczęście.- dodał.
Bez słowa, wsiadłam do czarnego Range Rovera.Usiadłam na siedzeniu obok kierowcy i zamknęłam za sobą drzwi.
Mój ojciec odpalił silnik, ten charakterystycznie zawarczał.
-Ja wiem jak się czujesz.Ale wiedz że dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie, perfekcyjna.
-Perfekcyjna...-sapnęłam pod nosem.

                                                                                   +
Mamy prolog :3
Liczę na choć jeden komentarz.

piątek, 8 sierpnia 2014

Bohaterowie

Sophia Shelley (17l.)
Jej problem : życie.
Zwykła dziewczyna, chodzi, lub nie chodzi do szkoły,
ma zmienne humory, raz jest promienna i cieszy się
życiem, za chwilę ma go dość.
Nienawidzi chłopców, nienawidzi ludzi, którzy
podchodzą do życia na poważnie.
Jayden(Jay) Shelley (19l.)
Starszy brat Sophie.Zna chłopców.
2 lata wcześniej wyjechał ze swoją dziewczyną
do Irlandii.
Calum (Cal) Hood (18l)
Śpiewa, i gra w zespole.
Straszny zgrywus, umie się wyplątać,
z każdej sytuacji.
Jeden z czterech, największych łobuzów w szkole.
Nie zwraca uwagi, na to czy robi dobrze, czy źle,
czy komuś to przeszkadza po prostu to robi...
Jest bardzo oschły i wredny, nigdy nikt mu się nie stawiał.
Jednak, to może się zmienić...
Lucas (Luke) Hemmings (17l.)
Najlepszy przyjaciel Caluma, też jest wredny.
Ślicznie śpiewa. Lubi, robić sobie żarty z młodszych
i znęcać się nad nimi.Ma kolczyka w dolnej wardze po
lewej stronie.

Ashton (Ash) Irwin (20l.)
Obiekt westchnień każdej dziewczyny w szkole,
ale on i tak nie zwraca na nie uwagi.
Szuka kogoś kto, będzie sobą, nikogo nie udawał,
tak jak niektóre tapeciary.
Przyjaźni się z chłopakami.

Michael (Mike) Clifford (18l.)
Przyjaźni się z chłopakami, co jakiś czas ma
inny kolor włosów.Jest często zamyślony w sobie,
nieobecny, i nie aż tak wredny jak jego trójka
przyjaciół.






To są główni bohaterowie, pojawi się też innych kilku,
ale to będą raczej role drugoplanowe.

Jak ja nie lubię pisać powitań..

Hejoooooo ^^
Ja mam na imię Kaśka. Mam 12 lat i mieszkam w Kielcach.
Więc przechodząc już do rzeczy,
 nie lubisz nie wchodzisz,
jeśli jednak lubisz to wchodzisz,
a jeśli wchodzisz, to zostawiasz po sobie
ślad, w postaci komentarza ^^
To baaaaaaardzo motywuje mnie do dalszego pisania tego bloga, którego nawet jeszcze nie zaczęłam pisać,ale już mam gotowych kilka rozdziałów, które mam nadzieję przypadną wam do gustu :)
Będą się ukazywać, może co dwa, trzy dni, jeśli internet będzie współpracował.=]
A ja zaraz dodaję bohaterów i prolog :)

Ale...
Moja czacha oczywiście zapomniała mi z łaski swojej przypomnieć, czego będzie dotyczył blog.
"Dreams"- więc otóż będzie związany z 5 seconds of summer a zwłaszcza postaci Caluma i pewnej dziewczyny, która odwróci jego świat o 360 stopni.
Ale, nie, nie będę wam nic mówić, bo tak się rozpędzę, że w poście gdzie się witam streszczę wam całe opowiadanie.