Siedziałam na materacu w swoim pokoju.Pokoju? Bardziej chyba pasuje dawnym pokoju.
Płakałam cicho. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę go po raz ostatni. Wszystkie wspomnienia z tego miejsca jak na złość powróciły i kłębiły się w mojej głowie.Przeprowadzałam się do Australii.Miałam ogromną nadzieję że spodoba mi się w kraju kangurów.Usłyszałaś lekko zachrypnięty głos swojego ojca.
-Kochanie zejdź na dół. Musimy już jechać!-krzyknął z dołu.
Nic nie odpowiadając, wzięłam walizkę i plecak, który dostałam na swoje dziesiąte urodziny od nieżyjącej już matki. Zarzuciłaś go sobie na plecy, i ostatnim spojrzeniem pożegnałam swój dawny pokój.Zeszłam na dół po schodach, u których czekał już mój ojciec.Wyszliśmy z domu.
-Pamiętaj dziecko, jak w nowej szkole znowu będziesz zastraszana, to masz od razu do mnie dzwonić, przeniesiemy cie do innej.-cały czas ta sama śpiewka "Jak będzie źle, wyprowadzimy się". Zawsze to samo.-Najważniejsze dla mnie jest twoje szczęście.- dodał.
Bez słowa, wsiadłam do czarnego Range Rovera.Usiadłam na siedzeniu obok kierowcy i zamknęłam za sobą drzwi.
Mój ojciec odpalił silnik, ten charakterystycznie zawarczał.
-Ja wiem jak się czujesz.Ale wiedz że dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie, perfekcyjna.
-Perfekcyjna...-sapnęłam pod nosem.
+
Mamy prolog :3
Liczę na choć jeden komentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz