wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3.

-Jutro pierwszy dzień w szkole, boisz się?-zpytał Jay po skonsumowaniu ostatniego kawałka pizzy.
-No wiadomo, jak zawsze.-odparłam.
-Masz chłopaków.-dodał niespodziewanie.
-Wy chodzicie wogule do szkoły?
-Czasem.-odparł Ashton.-Jak już na prawdę nie ma co robić w domu, to tak choćby dla samej beki.-dodał.
-Spodziewałam się takiej odpowiedzi.Nawet jeśli, to nie będziemy w jednej klasie.
-Coś mówiłaś?-zpytał Mike.
-No, tak mi sie wydaje. Jak Ashton ma 20 lat, a ja 17. Hyhyhyhy, pozdro.Logika, na poziomie Jay'a.
-Ashton specjalnie nie zdawał, ja i Calum też, żeby zostać w klasie z Lukiem.
On jest takim słodziakiem, przecież.-potargał kolegę za policzek.-Uczy się zawsze, wszytsko wie, jest najlepszym uczniem, hahaha.-dodał czochrając jego włosy.
-Yhhy już.Ostatnio tak pobiłem 9-latka, że aż wylądował w szpitalu.-powiedział blondyn.-Wogule to idę spać.-dodał.
-No ja chyba też już.-odparł Mikey i wyszli z pokoju.
-My wychodzimy, ja i Ashton.-powiedział z kolei Jayden.-zostajesz z Calumem, jemu nie chce się nigdzie iść.-on i Ashton wstali i chieli wyjść, ale Jay zatrzymał się przed drzwiami.
-Super, przynajmniej nie będę sama.
-A wspominałem ci, że chłopcy zostają u nas tydzień.
Podniosłam wzrok.
-Nie mamy przecież 6 łóżek.-zaprotestowałam.
-Mamy moje, twoje i to na dole.Ja śpię u mnie z Ashtonem, Mikey i Luke na dole a ty z Calumem u ciebie.Proste? Proste.-zaśmiał się.
-Ooooo, kolego. Nie mam zamiaru spać w jednym łóżku, z kimś kogo nie znam, a do tego z kimś takim jak ci twoi koledzy.-pokazywałam palcem po każdym z nich.
-Chyba nie chcesz spać ze mną.-Jay się uśmiechnął.
-Nieeeeee, proszę. Tylko nie z tobą, każdy nie to, ok, ok. Zgadzam się dobra.-rzuciłam rękami do góry.
-Dogadaliśmy się wreszcie.-odparł i razem w Ashtonem wyszli z pokoju.
Zostałam sama z kimś kogo nie znam, z kimś kto mógł być kazdym, a za razem nikim.Patrzyliśmy się chwilę na siebie.Mój wzrok przykówały jego ogromne oczy.
Każdy jego włos był na swoim miejscu, jakby wiedział że tam jest jego miejce.Chłopak miał czarne rurki podobne do moich, i białą bluzkę na ramiączkach.Burza przerwała, moje przemyślenia.Zatrzęsłam się w miejscu, patrząc na okno.
-Boisz się burzy?-zpytał lekko rozbawiony mulat.
-Nieee, coś ty.-zkłamałam zagryzając zęby.-Idę spać.-dodałam wstając i kierując się w strone drzwi.
-Będę, w kuchni jakbyś czegoś chciała.-powiedział też wstając, ale nie patrząc na mnie.
On zszedł po schodach na dół, a ja weszłam do swojego pokoju.Umyłam, przebrałam w bluzkę do spania, i weszłam pod koc.Chciałam usnąć nie myśląc o tym, żę koło mnie będzie spał on. Ten chłopak, który wydaław się pogrążoną w sobie osobą, osobą która  była zdolna do wszystkiego, bałam się go, owszem, ale to chyba normalne, nie?
Zagrzmiało głośno a cały dom jakby podskoczył. Wstałam, owinęłam sie kocem, i podreptaałam na dół po schodach do kuchni. Siedział na krześle przy stole i robił coś w telefonie.Usiadłam obok  niego.
-Ee, Calum?
-Hmm?
Spojżał na mnie.
-Przyjdziesz do mnie?
-Nie boisz się? Że coś ci zrobię?Na przykład zgwałcę?-zpytał.
-No boję, ale bardziej boję się tej burzy.-szepnęłam.
-Jednak.-wstał.-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Ja wstałam i poszłam z nim.
Burza jeszcze bardziej dawała we znaki, a ja z każdym jej uderzeniem zatrzymywałam się w miejscu.
-Ej kotku nie bój się.-objął mnie ręką w talii, na co skrzywiłam się ale dałam spokój.
Weszłam z chłopakiem do pomieszczenia i wskoczyłam pod koc, a on położył się obok mnie.Chciał objąć mnie ramieniem, ale ja szybko go odrzuciłam.
-łołoło, kolego wysoko cenię sobie swoją prywatność, a ty masz tu być tylko po to żebym się nie bała,-powiedziałam na jednym wydechu.
-Ok, jak sobie pani życzy.-odparł odsówając się.
Odwróciłam się tyłem do niego, chcąc zasnąć, ale tak choolerna burza nie pozwalała mi na to.Bałam się jej bardzo, ale nie chciałam mu dawać tej satysfakcji.Próbowałam ją zignorować...
Po dłuższym namyśle odwróciłam się w stornę chłopaka, przysunęłam do niego, i przutuliłam do jego klatki piersiowej.
-Czy przypadkiem nie ceni sobie pani swojej prywatności?-jego głos zabrzmiał w moich uszach.
-Nie gadaj, tylko mnie przytul, idioto jeden.-szepnęłam i chwilę później usnęłam.

Obudziłam się, była godzina 6:30, poczułam ciężar czyjejś umięśnionej ręki na sobie.Spojżałam na Caluma, miał zamknięte oczy ale nie spał.
-Mógłbyś?
Zdjął ze mnie swoją rękę, a ja poczułam ulgę.
-Od kiedy nie śpisz?-zapytałam.
-Wstałem chwilę przed tobą.-wychrypiał.
Cicho, wcale nie jestem uzalezniona od męskiego głosu z rana, wcale nie.
-Idziemy na śniadanie Calum.-wstałam, okrążyłam łóżko i jak małe dziecko, pociągnęłam chłopaka za palca od lewej ręki.Ten nawet nie drgnął.
-Tak się chcesz bawić.-odparłam siadając okrakiem na jego brzuchu.Otworzył jedno oko.
-Masz łaskotki?-zpytałam i nie czekając na odpowiedź, zaczęłam łaskotać go po brzuchu.On śmiał się głośno.
-Przestanę jak powiesz, że pójdziesz na śniadanie.-podniosłam palca do góry , przesówając się na jego uda.On podniósł się i usiadł przede mną.
-To ode mnie zależy.-usiadł podpierając się z tyłu rękami i wyszeptał mi do ucha.-A może ty masz łaskotki, co powiedz?-zmieniliśmy pozycję, bo teraz to on siedział na mnie, a lekki nie był.Łaskotał mnie po obu stronach brzucha.
Dostałam od tego bólu brzucha.
-Przestań, Calum! Proszę.-piszczałam
-Przestanę, jak pokażesz mi co masz wytatuowane na plecach.-odparł.
Zamarłam.
-Kiedy widziałeś?
-Hmmm, pomyślmy. Jak spałaś?
-Nie ważne, Calum, nic.-zmieniłam ton wyswobadzając się z niego.-chodź.-udałam sie w stronę drzwi, ale on mnie zatrzymał.
-Mnie się nie odmawia, pamiętaj.
-Nie powiesz Jaydenowi?-spuściłam wzrok.
-Nie powiem.
Odwróciłam się pokazując mu dziarę. Był to mały potworek, z dużymi uszami.
-Mmm, ładny.
-Ale z ciebie świnia, wiem że nie patrzyłeś na tatuaż!-krzyknęłm piorunując go wzrokiem.
-Może.-uśmiechnał się złośliwie.
-Nie ważne, a teraz idziemy na dół proszę pana, nie chcę się spóźnic pierwszego dnia szkoły.-powiedziałam do niego, i razem zeszliśmy na dół.
W kuchni siedział Jay, Ashton, Mike, i Luke.Rozmawiali i śmiali się.
-Zakochańce wstały.-powiedział Luke widząc was.-Jak się spało?
-Żadne zakochańce.-westchnęłam.
-No mówcie, co tam się wczoraj u was działo?Nam możecie powiedzieć.-dodał Jayden.
-Czy ciebie w tej Irlandii to do końca dopieprzyło?-zwróciłm się do brata.
-Niee, czemu?
-Nie ważne.-wzięłam jabłko ze stołu i usiadłam obok brata.-Ile jest z tąd do szkoły?-zwróciłam się do Luka.
-Jakieś 15 minut na piechotę.Ale my dzisiaj nie idziemy.
-Co, przepraszam?
-No, nie chce nam się, błagam.-powiedział.-Po co chodzić do szkoły?No sama powiedz.
-Po to, że to jest dla mnie pierwszy dzień nowej szkoły, nie chcę zawalić.-wstałam.
-Okej, okej, jak sama chcesz.-powiedział nieszczerze patrząc na kolegów.
-To ja idę się ubrać, i będziemy mogli jechać.-odparłąm i pobiegłam do siebie na górę. Wchodząc do pokoju usłyszałam jak mój telefon wibruje.Odblokowała go i odczytałam sms'a,

   Od:Tata
   Kochanie, przepraszam że nie poinformowałem cię wczesniej o tym że muszę zostać w pracy, ale rozładował mi się telefon.
   Potrzebowali mnie na rozdziale(mój tata pracuje w szpitalu) Prawdopodobnie będę musiał zostać do jutra, albo dłużej.
   Tata xx.

Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam się ubrać.Wyjęłam granatowe rurki, białą bluzkę z czarnym napisem "Hipsta Please", przypadkową bieliznę, i szarą bluzę. Ubrałam się , umyłam zęby a na końcu nałożyłam makijaż.Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki.Zabrałam plecak i chciałam wyjść z pokoju. Jednak ktoś mi przeszkodził.
-Gdzie się pani wybiera?-usłyszałam nad sobą głos Caluma.
-No chciałam iść, na dół.-spojżałam na niego.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki, ty też wyglądasz se...spoko.
Ten zaśmiał się cicho.
   -Musisz mi zawsze robić na złość?
   -Najwidoczniej muszę.Ty też bys uważała na to co gadasz.
   -Wiem,wiem. Ale nie mogę się oprzeć jemu.
-Nie dokończyliśmy czegoś...-przerwał moją kłótnię z samą sobą.
-Po pierwsze, my niczego nie zaczynaliśmy, po drugie, chciałabym przejść.-popchnęłam go lekko.
-Wątpię żeby było to konieczne.-złapał mnie za nadgarstki przysówając bliżej siebie.
-Chamski jesteś.-warknęłam mu prosto w twarz.
-Kotku, a czego się spodziewałaś.-chciał mnie pocałować, ale zadzwonił jego telefon.
-Szlag.-odkleił się od ciebie i wyjął telefon z kieszeni spodni.-Vanessa?
-Kto to Vanessa?-zpytałam.
-To moja dziewczyna.-uśmiechnął się lekko pod nosem.-Co ona chce?
-I ty, miejąc, dziewczynę, chcesz, mnie, pocałować?-z każdym słowem kułam go palcem w klatkę.
-No a jaki problem.-odparł, odkładając telefon na swoje miejsce.-Musimy iść, chciała się spoatkać przed szkołą.
Wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół, chłopcy już czekali.
-Ej, słucajcie podjedziecie na chwilę pod park, Vanessa chciała się ze mną spotkać.-powiedział do kolegów.
Ashton westchnął cicho.
-Okej.Chodźcie idziemy.-
                              +
Ciary mam ludzie.
Co będzie dalej, no nie wiem.
Nie no ja wiem mam napisany już 4 rozdział :D
Ale wy nie wiecie xd
Hohoho taka hojna ja.
NIESPRAWDZANY!!!
ALE SPRAWDZĘ!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz