+Calum+
Chłopcy patrzyli na mnie oniemieli.Tak, ja przeprosiłem.
-Co tak suszycie gały?-warknąłem.
-Co to do cholery było?!?-Ashton lekko sie zdenerwował.
-To co widziałeś.
-Stary, ty ją przeprosiłeś!
-No i dobrze. Zrobiłem cos czego nie powinienem, należały jej sie przeprosiny.
-Gówno mnie to interesuje. Calum ty nie przepraszasz.-dodał Ashton.
-Widocznie jednak.-odszedłem.
Szczerze, to sam nie wierzyłem dalej w to, że z moich ust wyszło to słowo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że udało się.Wybaczyła mi.
Kurde, czemu mi tak zależy?Znamy się 2 dzień, nie wiem nawet, czy mnie lubi.
Miałem na to cichą nadzieję. Podążałem przez korytaż udając się do jedenj z kilku szkolnych łazienek.Była tam stała przy lustrze poprawiając włosy.
-Calum? Co robisz w damskim kiblu?-zdziwiła się.
-Szukałem cię.-odparłem podchodząc do niej.-Mówiłem ci już, że masz ładne oczy?
-Calum, nie wykorzystuj chwili, że ci wybaczyłam.-odparła parząc na mnie. Nasz spojżenia się spotkały, przez co poczułem, motylki w brzuchu. Hahahahha, nie Calum, przestań.
-Znowu czegoś nie dokończyliśmy.-podszedłem do niej bliżej, kładąc swoje dłonie na jej tali.
-Calum nie.-wyswobodziła się ze mnie.-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Poprostu nie. Nie teraz.-odparła zaczynając poprawiać makijaż.
-Ale wiesz, że mnie się nie odmawia.-powiedziałem odwracając ją w swoją stronę.
-Nie Calum, nie.proszę.Myślisz, że ja nie wiem jak to będzie. Będę dla ciebie na raz, wykorzystasz mnie, i zostawisz. A ja zdążę się w tobie zakochać.-odparła łamiącym sie głosem.
-Czemu tak myślisz?-zdziwiłem się. Czemu była taka przeczulona na ten temat? Pomyślałem przez chwilę, że może kiedyś ktoś ja zranił, i była uprzedzona.Nurtowała mnie ta myśl.
-Coś się stało, prawda?
-Chodźmy już na lekcję.-chciała zmienić temat.
Westchnąłem nie ruszając sie z miejsca.Po chwili namysłu ruszyliśmy na korytaż.
+środa wieczór+
+Sophie+
Stałam oparta o barierkę na moim balkonie i paliłam papierosa.
Myślałam nad...Tak naprawdę, to nie myślałam nad niczym.Miałam całkowitą pustkę w głowie, wszystko jakby wyjechało na wakacje.
Na moje nieszczęście wszystko, oprócz Caluma...
Brunet siedział mi w głowie, i mimo moich wszelkich starań, on jedyny nie chciał wyjechać na wakacje...
Usłyszałam dźwięk zamykania drzwi, a następnie kroki w moją stronę.
-Cześć Calum.-odparłam patrząc na chłopaka-Nie mieliście czegoś załatwiać?
-Przyszlismy już, chłopaki są na dole, jedzą chyba.
-Jak zwykle...
-Nie chciałabys uszczęśliwić mnie wyjściem ze mną na miasto?Pamiętaj, nie przyjmę odmowy.-uśmiechnął się lekko.
-Czy mam rozumieć to jako randkę?-zpytałam.
Pokiwał twierdząco głową.
-Mogę się przejść.-zgniotłam tytoń na barierce.-Tylko zaczekaj przebiorę się, daj mi kilka minut.-weszłam do domu, czując wzrok chłopaka na swoim ciele.-Nie patrz się tak na mnie.
-Oczy są po to by nimi patrzeć, nie.-zmarszczył brwi w lekkim usmiechu.
Weszłam do łazienki, i ubrałam szarą bluzę i kremowe spodnie.Włosy związałam w kucyk na czubku głowy, poprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki.Calum siedział na moim łóżku z moją gitarą w rękach, i grał jakąś piosenkę:
Sometimes I
Need to remember just to breathe
Sometimes I
Need you to stay away from me
Sometimes I'm
In disbelief i didn't know
Somehow I
Need you to go
Sometimes I
Feel Like i trusted you to well
Sometimes I
Just Feel like Screaming at myself
Somehow I
Need to be alone
Don't stay
forget our memories
forget our possibilities
what you were changing me into
~
Don't stay
forget our memories
forget our possibilities
Take all your faithlessness with you
~
Don't stay*
Jego oczy były przepełnione bólem.
-Calum?-powiedziałam, a on powrócił do dawnego stanu.Zmieszał sie i odłożył gitarę.
-Aaaeeee...chodźmy już.
-Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo ładnie grasz i śpiewasz.-odparłam i zaczęłam podziwiać swoje skarpetki..
-Bez przesady.-zeszliśmy na dół, chłopcy siedzieli w salonie.
-Wychodzimy!-krzyknęłam do nich.
-Gdzie?-usłyzałam Jaydena. Był przeczulony na punkcie tego z kim wychodzę, gdzie, i po co.
-Idziemy się przejść.-odparłam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Macie r-a-n-d-k-ę ?-przeliterował.
-A co boisz się, że jej coś zrobię?-odkrzyknął Calum.
-Ufam ci, stary.
Wyszliśmy z domu i przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu.On przerwał ten niezrczny moment:
-Chodź, już niedaleko.-uśmiechnał się.
-A gdzie my w ogóle idziemy?-zpytałam.
-Zobaczysz.-złapał mnie za rękę, i pociągnął za sobą.Wyswobodziłam się z uścisku jego ręki.Spojżał na mnie.
-Stawiasz straszne opory co do mnie.Nie kochasz mnie?
-Jestem po prostu ostrożna.-odparłam a moje policzki spłonęły czerwonością.
-Coś się stało?-zpytał.
-Nie, nic. Powiedz wreszcie gdzie idziemy.-zapytałam po raz drugi.
-Proszę.-pokazał ręką przed siebie. Kurwa...
-Calum! Miasto duchów !?!- krzyknęłam z wyżutem.-Dobrze wiesz, że się boję!-założyłam ręce na piersi stając w miejscu.
-Naprawdę? Patrz zapomniałem sobie.-chytrze się uśmiechnął, a ja zpiorunowałam go wzrokiem.
-Nie chcę...-spuściłam wzrok.
-Chodź, raz się żyje, trzeba spróbować wszystkiego po trochu.Ze mną nic ci się nie stanie królewno.-powiedział ochoczo.
Ja pokiwałam przecząco głową.Podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i przerzucił sobie przez ramię, jak czasem robi się to z owacami.
-Ooooo, przesadziłeś! Postaw mnie, proszę.Hood!-krzyczałam i biłam go w plecy.
-Wejdziesz?
-No wejdę, kurwa, wejdę! Ale postaw mnie na ziemi.-zrobił to o co prosiłam, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Zapraszam szanowną panią.-powiedział.
-Foch na ciebie.-odparłam naburmuszona. Podeszliśmy do miejsca gdzie był Dom Strachów i ustawiliśmy w kolejce.Odwróciłam się do niego tyłem, chcąc pokazać, to, jak bardzo jestem na niego obrażona.
-Ej, kotku, nie obrażaj się.-poczułam jego dłonie na moje tali,a głos zadźwięczał mi w uszach.
-Jestem w miejscu, które było na ostatnim miejscu miejsc, które chciałam odwiedzić.-warknęłam szczerze.-I to przez ciebie.
-Następny.-usłyszeliśmy głos męszczyzny stojącego przy wejściu.Serce podskoczyło mi do gardła, ale na odwrót było za późno, bo zanim sie obejżałam byliśmy juz w środku.Było ciemno, a nam kazali usiąść na wzkazanych siedzeniach. Nie były to siedzenia, tylko jakby mały pojazd bez kółek, poruszany po torach.Zajęłam miejsce obok chłopaka, i złapałam sie mocno barierki.Strasznie się bałam, bo od kąd pamiętam panicznie bałam sie duchów.
-Ja pierdolę, Calum zabiję cię za to kiedyś.-szepnęłam do niego.
-Jejku, nie bój sie tak, cała się trzęsiesz. Jestem tutaj, spokojnie.-odparł opanowywując śmiech.
-Myślisz, że przez to, że sie boję, to z każdym razem gdy się wystraszę, będę się wtulać w ciebie? Niedoczekanie kurwa twoje, niedo...
Pojazd szarpnął nagle do przodu, ja złapałam chłopaka za nadgarstek, mocno się trzymając. Światła migały w tle, a my gwałtownie ruszyliśmy do przodu.Było okropnie.
-Jak wrażenia?-usłyszałam głos chłopaka.
-Nienawidzę cię Calum, nienawidzę.-szepnęłam mu do ucha.Przed nami rozpościerał się długi tunel, gdzieniegdzie "latały" duchy. Wiedziałam że są sztuczne, mimo tego bałam się i cały czas trzymałam chłopaka za nadgarstek.On jednak splótł nasze palce ze sobą. Nie protestowałam, wiedziałam że nie warto.
To był jednak pan Calum Hood.
Widok kobiety z odciętą głową lewą ręką zwisającą na żyle, przeraził mnie do tego stopnia, że bez namysły rzuciłam mu ręce na szyję, a twarz schowałam w klatce piersiowej.
Poczułam jego cudowne perfumy, zmieszane z nutką jego samego. Mogłabym tak siedzieć zawsze, gdyby nie to, że zrozumiałam co robię.
Gwałtownie odsunęłam się od niego jak najdalej.Zaczęłam brzydzic sie samą sobą, całkowicie zapomniałam o strachu.
On chciał to wykorzystać, a ja się dałam. Patrzył na mnie z dziwną miną.
Atrakcja zakończyła się dość szybko i wszyscy wysiedli ze swoich wagonów.. Ja wyskoczyłam z tego naszego i udałam się w stronę wyjścia. Chłopak biegł za mną.
-Sophia, poczekaj!
Zatrzymałam się jak na komendę, odwracając po chwili na pięcie ruszyłam w jego stronę.
-Jesteś okropny, rozumiesz, jak mogłeś!? - krzyczałam.
-Ale o co chodzi?!-też krzyknął.
O co chodzi?!?O co chodzi?!?Kurwa o to chodzi, że wiedzaiłeś dobrze, żę się boję, i wykorzystałeś mnie po to by mnie zdobyć!-powoli zaczynałam płakać.-Jesteś gnojkiem, jesteś...
Nie pozwolił mi skończyć, tylko przysunął do siebie i namiętnie pocałował.
-Cholera, Calum!-krzyknęłam odpychając go od siebie.
-Co?
-Co ty opierdzielasz?!?-zdenerwowałam się, a moje serce tłukło się niemiłosiernie.
-Sophia, nie rozumiesz? Pociągasz mnie, nawet bardzo.-oparł cicho.
Podeszłam bliżej do niego i siarczyście udeżyłam w policzek.
-Masz dać mi spokój.-odwóciłam się chcą odejść.
Ale nie mogłam...
Wiedziałam, że jeśli to zrobię, to będzie tylko gorzej.
Nie wybaczyłabym sobie odejścia w takiej sytuacji.
Zrozumiałam, że go kocham.
Podeszłam do chłopaka i pocałowałam go, oplatając swoje ręce wokół jego szyi. Nasze usta współgrały ze soba tak, jakby były stworzone właśnie dla siebie.
Może to brzmi infantylnie, ale tak było. Przerwałam szybko pocałunek mówiąc:
-Nasz związek nie miałby najmniejszego sensu, Calum.-moje dłonie cały szas spoczywały na jego karku.-żyjemy w dwóch innych, i bardzo róźnych od siebie światach.
Zapadła cisza.
Ten rodzaj ciszy, którego właśnie najbardziej nie lubię...
Tak naprawdę nie myślałam nad związkiem z brunetem.Było to dla mnie dziwne wręcz absurdalne.
-Zawsze można spróbować.-zaśmiał się cicho.
-Nie zawsze. Nie w naszym przypadku.Przykro mi Calum.-spóściłam wzrok, a po moim policzku poleciało kilka łez, które zaraz zostały wytarte przez skrawek bluzy bruneta.
-Nie płacz, królewno. Nie będę cię zmuszał na związek, wiedz jednak, że zawsze możesz do mnie przyjść, i porozmawiać.Będę sie starał o ciebie, zawsze. A wiesz dlaczego? Kocham cię Sophia, mimo iż pewnie cię to zdziwi, słyszałem jaką masz niską samooconę, dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie. Szczerze, to... nie wyobrażam sobie ciebie z innym chłopakiem.-uśmiechnął się do mnie.-Nawet jeśli będziesz z kimś innym, ja będę cię kochał, i nie przestanę.-zkończył.
Poczułam kolejne łzy na policzku, i kolejne, i kolejnie. Stałam przed nim nie wiedząc co powiedzieć. Byłam szczęśliwa, chciałam mu powiedzieć, że taż go kocham, ale nie umiałam.Przytuliłam sie mocno do niego, mocząc mu przy okazji koszulkę.
-Przepraszam...-szepnęłam przez łzy.
-Za co mnie przepraszasz?-zdziwił się.
-Za to, że też cię kocham, nie dając nadzieji na związek.-odparłam.-Chodźmy już Hoodie, zimno mi.-obratłam rękawem twarz i ruszyłam przed siebie.
Doszliśmy w ciszy, pod mój dom. Chłopak nacisnął na klamkę, wpuszczając mnie pierwszą.Caluś ma u mnie plusa...
Z slonu dochodził dźwięk śpiewania i grania na gitarze.
Stanęłam w drzwiach, Michael i Luke siedzieli na podłodze i brzdąkali w gitary, Ashton usiadł na szafie i uderzał w nią dłońmi, to lżej to mocniej, a Jayden usiadł na sofie i śpiewał znaną mi piosenkę, ale nie z tutułu.
I am
Little bit of loneliness
A little bit of disregard
A handful of complaints
But i can't help the fact
That everyone can see these scars
I am
What i want you to want
What i want you to feel
But it's like
No matter waht i do
I can't convince you
To just believe this is real
So i let go
Wathing you
Turn your back like you always do
Face away and pretend that I'm not
But I'll be here
'Cause you're all i got**
-Skąd ty umiesz tak śpiewać?-zdziwiłam się patrząc na brata. Ten zmieszał się, i przeczesał włosy.
-Jaa... Nie ważne, jakos samo tak wyszło.-odparł wstając.-Idę spać...
-Ja chyba też już pójdę.-powiedziałam idąc w ślady brata.
W moim pokoju było zimno, zapomniałam zamknąć drzwi na balkon.
-Zimno ci?-ktoś oplótł mnie rękami przytulając do siebie,Poczułam jego tors na plecach.
-No trochę...-zdjęłam ręce Caluma z siebie.
+
Ja pierdolę, ale zpierdzieliłam rozdział, czemu?
CZEMU?
C_Z_E_M_U???
Zajżyjcie do bohaterów :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz