czwartek, 21 sierpnia 2014

UWAGA!

Posty nie sprawdzane, xd wiem ale naprawdę nie mam czasu, mam kilkanaście minut internetu miesięcznie, pośpiech.
Posty będą może po 3-4 rozdziały miesięcznie.
Ale staram się żeby były długie.
:)
To tyle ode mnie :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3.

-Jutro pierwszy dzień w szkole, boisz się?-zpytał Jay po skonsumowaniu ostatniego kawałka pizzy.
-No wiadomo, jak zawsze.-odparłam.
-Masz chłopaków.-dodał niespodziewanie.
-Wy chodzicie wogule do szkoły?
-Czasem.-odparł Ashton.-Jak już na prawdę nie ma co robić w domu, to tak choćby dla samej beki.-dodał.
-Spodziewałam się takiej odpowiedzi.Nawet jeśli, to nie będziemy w jednej klasie.
-Coś mówiłaś?-zpytał Mike.
-No, tak mi sie wydaje. Jak Ashton ma 20 lat, a ja 17. Hyhyhyhy, pozdro.Logika, na poziomie Jay'a.
-Ashton specjalnie nie zdawał, ja i Calum też, żeby zostać w klasie z Lukiem.
On jest takim słodziakiem, przecież.-potargał kolegę za policzek.-Uczy się zawsze, wszytsko wie, jest najlepszym uczniem, hahaha.-dodał czochrając jego włosy.
-Yhhy już.Ostatnio tak pobiłem 9-latka, że aż wylądował w szpitalu.-powiedział blondyn.-Wogule to idę spać.-dodał.
-No ja chyba też już.-odparł Mikey i wyszli z pokoju.
-My wychodzimy, ja i Ashton.-powiedział z kolei Jayden.-zostajesz z Calumem, jemu nie chce się nigdzie iść.-on i Ashton wstali i chieli wyjść, ale Jay zatrzymał się przed drzwiami.
-Super, przynajmniej nie będę sama.
-A wspominałem ci, że chłopcy zostają u nas tydzień.
Podniosłam wzrok.
-Nie mamy przecież 6 łóżek.-zaprotestowałam.
-Mamy moje, twoje i to na dole.Ja śpię u mnie z Ashtonem, Mikey i Luke na dole a ty z Calumem u ciebie.Proste? Proste.-zaśmiał się.
-Ooooo, kolego. Nie mam zamiaru spać w jednym łóżku, z kimś kogo nie znam, a do tego z kimś takim jak ci twoi koledzy.-pokazywałam palcem po każdym z nich.
-Chyba nie chcesz spać ze mną.-Jay się uśmiechnął.
-Nieeeeee, proszę. Tylko nie z tobą, każdy nie to, ok, ok. Zgadzam się dobra.-rzuciłam rękami do góry.
-Dogadaliśmy się wreszcie.-odparł i razem w Ashtonem wyszli z pokoju.
Zostałam sama z kimś kogo nie znam, z kimś kto mógł być kazdym, a za razem nikim.Patrzyliśmy się chwilę na siebie.Mój wzrok przykówały jego ogromne oczy.
Każdy jego włos był na swoim miejscu, jakby wiedział że tam jest jego miejce.Chłopak miał czarne rurki podobne do moich, i białą bluzkę na ramiączkach.Burza przerwała, moje przemyślenia.Zatrzęsłam się w miejscu, patrząc na okno.
-Boisz się burzy?-zpytał lekko rozbawiony mulat.
-Nieee, coś ty.-zkłamałam zagryzając zęby.-Idę spać.-dodałam wstając i kierując się w strone drzwi.
-Będę, w kuchni jakbyś czegoś chciała.-powiedział też wstając, ale nie patrząc na mnie.
On zszedł po schodach na dół, a ja weszłam do swojego pokoju.Umyłam, przebrałam w bluzkę do spania, i weszłam pod koc.Chciałam usnąć nie myśląc o tym, żę koło mnie będzie spał on. Ten chłopak, który wydaław się pogrążoną w sobie osobą, osobą która  była zdolna do wszystkiego, bałam się go, owszem, ale to chyba normalne, nie?
Zagrzmiało głośno a cały dom jakby podskoczył. Wstałam, owinęłam sie kocem, i podreptaałam na dół po schodach do kuchni. Siedział na krześle przy stole i robił coś w telefonie.Usiadłam obok  niego.
-Ee, Calum?
-Hmm?
Spojżał na mnie.
-Przyjdziesz do mnie?
-Nie boisz się? Że coś ci zrobię?Na przykład zgwałcę?-zpytał.
-No boję, ale bardziej boję się tej burzy.-szepnęłam.
-Jednak.-wstał.-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Ja wstałam i poszłam z nim.
Burza jeszcze bardziej dawała we znaki, a ja z każdym jej uderzeniem zatrzymywałam się w miejscu.
-Ej kotku nie bój się.-objął mnie ręką w talii, na co skrzywiłam się ale dałam spokój.
Weszłam z chłopakiem do pomieszczenia i wskoczyłam pod koc, a on położył się obok mnie.Chciał objąć mnie ramieniem, ale ja szybko go odrzuciłam.
-łołoło, kolego wysoko cenię sobie swoją prywatność, a ty masz tu być tylko po to żebym się nie bała,-powiedziałam na jednym wydechu.
-Ok, jak sobie pani życzy.-odparł odsówając się.
Odwróciłam się tyłem do niego, chcąc zasnąć, ale tak choolerna burza nie pozwalała mi na to.Bałam się jej bardzo, ale nie chciałam mu dawać tej satysfakcji.Próbowałam ją zignorować...
Po dłuższym namyśle odwróciłam się w stornę chłopaka, przysunęłam do niego, i przutuliłam do jego klatki piersiowej.
-Czy przypadkiem nie ceni sobie pani swojej prywatności?-jego głos zabrzmiał w moich uszach.
-Nie gadaj, tylko mnie przytul, idioto jeden.-szepnęłam i chwilę później usnęłam.

Obudziłam się, była godzina 6:30, poczułam ciężar czyjejś umięśnionej ręki na sobie.Spojżałam na Caluma, miał zamknięte oczy ale nie spał.
-Mógłbyś?
Zdjął ze mnie swoją rękę, a ja poczułam ulgę.
-Od kiedy nie śpisz?-zapytałam.
-Wstałem chwilę przed tobą.-wychrypiał.
Cicho, wcale nie jestem uzalezniona od męskiego głosu z rana, wcale nie.
-Idziemy na śniadanie Calum.-wstałam, okrążyłam łóżko i jak małe dziecko, pociągnęłam chłopaka za palca od lewej ręki.Ten nawet nie drgnął.
-Tak się chcesz bawić.-odparłam siadając okrakiem na jego brzuchu.Otworzył jedno oko.
-Masz łaskotki?-zpytałam i nie czekając na odpowiedź, zaczęłam łaskotać go po brzuchu.On śmiał się głośno.
-Przestanę jak powiesz, że pójdziesz na śniadanie.-podniosłam palca do góry , przesówając się na jego uda.On podniósł się i usiadł przede mną.
-To ode mnie zależy.-usiadł podpierając się z tyłu rękami i wyszeptał mi do ucha.-A może ty masz łaskotki, co powiedz?-zmieniliśmy pozycję, bo teraz to on siedział na mnie, a lekki nie był.Łaskotał mnie po obu stronach brzucha.
Dostałam od tego bólu brzucha.
-Przestań, Calum! Proszę.-piszczałam
-Przestanę, jak pokażesz mi co masz wytatuowane na plecach.-odparł.
Zamarłam.
-Kiedy widziałeś?
-Hmmm, pomyślmy. Jak spałaś?
-Nie ważne, Calum, nic.-zmieniłam ton wyswobadzając się z niego.-chodź.-udałam sie w stronę drzwi, ale on mnie zatrzymał.
-Mnie się nie odmawia, pamiętaj.
-Nie powiesz Jaydenowi?-spuściłam wzrok.
-Nie powiem.
Odwróciłam się pokazując mu dziarę. Był to mały potworek, z dużymi uszami.
-Mmm, ładny.
-Ale z ciebie świnia, wiem że nie patrzyłeś na tatuaż!-krzyknęłm piorunując go wzrokiem.
-Może.-uśmiechnał się złośliwie.
-Nie ważne, a teraz idziemy na dół proszę pana, nie chcę się spóźnic pierwszego dnia szkoły.-powiedziałam do niego, i razem zeszliśmy na dół.
W kuchni siedział Jay, Ashton, Mike, i Luke.Rozmawiali i śmiali się.
-Zakochańce wstały.-powiedział Luke widząc was.-Jak się spało?
-Żadne zakochańce.-westchnęłam.
-No mówcie, co tam się wczoraj u was działo?Nam możecie powiedzieć.-dodał Jayden.
-Czy ciebie w tej Irlandii to do końca dopieprzyło?-zwróciłm się do brata.
-Niee, czemu?
-Nie ważne.-wzięłam jabłko ze stołu i usiadłam obok brata.-Ile jest z tąd do szkoły?-zwróciłam się do Luka.
-Jakieś 15 minut na piechotę.Ale my dzisiaj nie idziemy.
-Co, przepraszam?
-No, nie chce nam się, błagam.-powiedział.-Po co chodzić do szkoły?No sama powiedz.
-Po to, że to jest dla mnie pierwszy dzień nowej szkoły, nie chcę zawalić.-wstałam.
-Okej, okej, jak sama chcesz.-powiedział nieszczerze patrząc na kolegów.
-To ja idę się ubrać, i będziemy mogli jechać.-odparłąm i pobiegłam do siebie na górę. Wchodząc do pokoju usłyszałam jak mój telefon wibruje.Odblokowała go i odczytałam sms'a,

   Od:Tata
   Kochanie, przepraszam że nie poinformowałem cię wczesniej o tym że muszę zostać w pracy, ale rozładował mi się telefon.
   Potrzebowali mnie na rozdziale(mój tata pracuje w szpitalu) Prawdopodobnie będę musiał zostać do jutra, albo dłużej.
   Tata xx.

Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam się ubrać.Wyjęłam granatowe rurki, białą bluzkę z czarnym napisem "Hipsta Please", przypadkową bieliznę, i szarą bluzę. Ubrałam się , umyłam zęby a na końcu nałożyłam makijaż.Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki.Zabrałam plecak i chciałam wyjść z pokoju. Jednak ktoś mi przeszkodził.
-Gdzie się pani wybiera?-usłyszałam nad sobą głos Caluma.
-No chciałam iść, na dół.-spojżałam na niego.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział.
-Dzięki, ty też wyglądasz se...spoko.
Ten zaśmiał się cicho.
   -Musisz mi zawsze robić na złość?
   -Najwidoczniej muszę.Ty też bys uważała na to co gadasz.
   -Wiem,wiem. Ale nie mogę się oprzeć jemu.
-Nie dokończyliśmy czegoś...-przerwał moją kłótnię z samą sobą.
-Po pierwsze, my niczego nie zaczynaliśmy, po drugie, chciałabym przejść.-popchnęłam go lekko.
-Wątpię żeby było to konieczne.-złapał mnie za nadgarstki przysówając bliżej siebie.
-Chamski jesteś.-warknęłam mu prosto w twarz.
-Kotku, a czego się spodziewałaś.-chciał mnie pocałować, ale zadzwonił jego telefon.
-Szlag.-odkleił się od ciebie i wyjął telefon z kieszeni spodni.-Vanessa?
-Kto to Vanessa?-zpytałam.
-To moja dziewczyna.-uśmiechnął się lekko pod nosem.-Co ona chce?
-I ty, miejąc, dziewczynę, chcesz, mnie, pocałować?-z każdym słowem kułam go palcem w klatkę.
-No a jaki problem.-odparł, odkładając telefon na swoje miejsce.-Musimy iść, chciała się spoatkać przed szkołą.
Wyszliśmy z mojego pokoju i zeszliśmy na dół, chłopcy już czekali.
-Ej, słucajcie podjedziecie na chwilę pod park, Vanessa chciała się ze mną spotkać.-powiedział do kolegów.
Ashton westchnął cicho.
-Okej.Chodźcie idziemy.-
                              +
Ciary mam ludzie.
Co będzie dalej, no nie wiem.
Nie no ja wiem mam napisany już 4 rozdział :D
Ale wy nie wiecie xd
Hohoho taka hojna ja.
NIESPRAWDZANY!!!
ALE SPRAWDZĘ!!!

Rozdział 2.

Obudził mnie dźwięk otwierania drzwi. Otworzyłam oczy i spojżałam na przybysza.
Widząc brata, podniosłam się, podbiegłam do niego, rzuciłam na szyję i przytuliłam mocno
-Cześć siostra!-powiedział odwzajemniając gest kilka razy mocniej, przez co brakło mi powietrza w płucach.-Tęskniłem.
-Ja też, jak mogłeś wogule mnie tak zostawić i sobie pojechać?-spytałam z udawanym wyrzutem.-Kocham cię!- poczęłam obcałowywać jego policzek, a łzy same pchały mi się do oczu.
-Już, koniec.-powiedział śmiejąc się.-Zaraz będą chłopcy, ja idę do łązienki, jakby przyszli to im otwórz.-powiedział.-A gdzie wogule jest kibel?-dodał wystawiając język.
-Znajdziesz.-zajęłam swoje poprzednie miejsce i włączyłąm telewizor.
Nie minęło 5 minut, jak ktoś zadzwonił do drzwi.Wstałam żeby otworzyć.
To co zobaczyłam zdziwiło mnie bardzo.
-O, to ty! Widzę że Jay ma dobry gust.-przede mną stał Ashton ze kolegami.
-Co wy tu robicie?-zpytałam dławiąc się lekko i przytrzymując drzwi żeby nie weszli.
-No jak to stoimy.Ślepa jesteś czy coś?-dodał Mike pchając drzwi, był silniejszy więc uległam.
-Tak, możecie wejść.
-A co ty tu robisz?-zpytał Ashton.
-No stoję. Co ślepy jesteś?-odparłam zakładając ręce na piersi.
-Pytałem.
-Jestem siostrą Jay'a.
Chłopak zmarszczył brwi.Zmieszał się trochę, było to widać.
-Jak on wytrzymuje z taka debilką?-mruknął pod nosem, specjalnie głośno.
-Nie jestem żadną debilką!-krzyknęłam na niego.
-Myśl tak dalej, żyj w błędzie.-odparł i wszyscy weszli do salonu.-Ładnie tu.-dodał od niechcenia.
Rzuciłam im ostatnie spojżenie i poszłam na górę, do siebie, biorąc po drodze gitarę. Będąc w pokoju wyszłam na balkon i zaczęłam grać All You Need Is Love - The Beatles. Patrzyłam na zachodzące słońce przypominając sobie Londyn. Teraz pewnie by tam padało...
Wygrywając ostatnie dźwięki piosenki poczułam czyjąś rękę na ramienu.
-Jezu, to ty znowu, czego chcesz?-nade mną stał Ashton.
-Przyszedłem tylko zapytać, czy nie chcesz iść do nas, jesteśmy w pokoju na przeciwko.-zpytał oschle.
-Raczej nie.
-Ej, źle reagujesz na mnie. Przecież ci nic nie zrobię.-dodał szczerząc się. Miał ogromne dołeczki w policzkach, co było pociągające.
-łoo, ale dołki masz śliczne.-powiedziałam uśmiechając się do niego. Włożyłam palce do obu z nich przyciskając lekko.
-To co idziesz?-powrócił do dawnego tonu.
-Tsaak, może zaraz.-sapnęłam, strojąc gitarę.-Ciepło dzisiaj.-nieumyślnie zdjęłam wcześniej założoną bluzę, czego chwilę później pożałowałam.Ale cóż, było za późno...
-Poczekaj, poczekaj.Pokaż no ręce.-schylił się, sięgając po mój nadgarstek.
Szarpnęłam nim, chcąc się wyrwać, ale był silniejszy.
-Masz blizny po cięiach.-powiedział cicho.
-Jakbym nie wiedziała...
Przysuną rękę bliżej i zaczął czytać.

   "Żyjemy.A po co?
    Nie łatwiej skakać?
    Najlepiej z mostu.
    Pod pociąg?"

+Ashton+

Przeczytałem słowa, wyryte na jej ręce i spojżałem na nią.
Płakała bezgłośnie, łzy spływały po jej policzkach.
-Ej, kotku nie płacz.-podniosłem palcem jej podbródek, tak aby patrzyła na mnie.-Posłuchaj mnie i nie płacz."Każde życie ma sens. Każdy jest potrzebny inaczej by go nie było, tutaj z nami."Od kiedy to robisz?-wytarłem łzy rękawem swojej bluzy.
-Od śmierci mojej mamy.Brakuje mi jej.-szepnęła.
-Masz przestać.-nakazałem ostro.
-To niemożliwe.
-Wiesz, posłuchaj. Miałem kiedyś dziewczynę, miała chyba na imie Stephanie, ale to nie istotne. Byliśmy u mnie w domu, oglądaliśmy film. Ona w pewnym momencie powiedziała mi, że widziała. Ja się zdziwiłem nie wiedząc o co jej chodzi.Wytłumaczyła mi że wie o tym żę się tnę. Zaczęliśmy rozmawiać na ten temat, prosiła mnie żebym przestał, i mówiła że nie warto.Bałem się bo nikt nie miał o tym wiedzieć.Powiedziałem jej że to nie możliwe, i że nic nie rozumie.
Jednak, zrozumiałem potem że nie ma rzeczy niemożliwych i niewykonalnych, są po prostu takie które przychodzą nam z trudem. I od tamtego czasu się nie okaleczam.-powiedziałem.
-Też się okaleczałeś?
Bez słowa uniosłem rękaw bluzy, pokazując jej moje blizny.
-Dziękuję Ashton.- odparła uśmiechając się lekko.
Przygryzłem wargę, biorąc głęboki oddech.
Nie zważałem na to czy to dobre, czy złe.
Pociągała mnie, fizycznie i psychicznie.
Jednak jako przyjaciółka...
Przysunąłem sie do niej i pocałowałem.
Zdziwiła się bardzo, w jedenj chwili chciała przerwać pocałunek, ale potem nie protestowała...

+Sophie+
Nie chciałam tego.
Ale z drugiej strony potrzebowałam.
Bliskości, wysłuchania i zrozumienia.
A Ashton? Nic nie znaczył. Byłam dla niego na raz i koniec.
-No Ash, do cholery ile można py...-drzwi od mojego pokoju otworzyły się z hukiem a do pomieszczenia wpadł Jay.Widząc nas w takiej sytuacji, zdziwił się bardzo.
-Jaa...sory, powinienem pukać, taaak, ja już chyba pójdę.-zająknął się.
-Jayden poczekaj.To nie tak, serio. Nic pomiędzy nami nie ma, ja go nawet nie lubię, i sama nie wiem co to było.Obiecaj że nie powiesz nikomu.-podkresliłam ostatnie słowo.
-Dooooobra, jak chcesz.
-A my o tym zapomnimy.-dodałam osche do Ashtona, który nagle pojawił się okok.Poszliście do pokoju na przeciwko, gdzie był Luke, Calum i Mike. Rozpakowywali rzeczy mojego brata, robiąc przy tym straszny syf.
-Zaczynaliśmy się martwić.-Mikey spojżał na was spod byka.-Luke myślał, że może doszło do wymiany śliny, lub jeszcze czegoś go...Aaał!!!-dostał piłką w głowę.
-Ciota.-syknął Luke w jego stronę.
-Nie było po co.-odparłam.-Zagadalismy się tylko.
Rozejrzałam się po pokoju brata. Był duży, ściany były fioletowe, a meble żółte.Chłopak też miał własną łazienkę.
-Jay, nie pomyliliśmy przypadkiem pokoi.-zażartowałam.
Uniósł wolno głowę.
-Nieeee, czemu niby, A jakie masz ściany?-zpytał.
-Czarne.
-Taaaak, pomyliliśmy. Ale mnie się ten podoba.-przytulił się do ściany rozkładając ręce.
Jego rzeczy były porozwalane wszędzie. W pewnej chwili mój wzrok spotkał się z wzrokiem Caluma.
-Hej!Słyszy?-ktoś pomachał ci ręką przed nosem.
-Co?
-Jay pytał czy masz chłopaka.-powiedział Ashton.
-Spójżcie na mnie i sami sobie odpowiedzcie.Ja wyglądam jak ostatnia wywłoka świat.
-Widziałem o wiele brzydsze od ciebie. Ty jesteś charakterystyczna i oryginalna.-wtrącił Hood.
-Patrzcie jak się składa. Nie masz może ochoty chodzić z Calumem. Nie układa mu się z Vanessą, więc, czemu nie moglibyście spróbować?-Ashton się zaśmiał kąśliwie.Spiorónowałam go wzrokiem, brunet zrobił to samo.
-Słucham?
-To co słyszała szanowna pani, hahaha.
-Ale śmieszne, popisałeś się.-zmrużyłam oczy.
Przerwał nam dzwonek do drzwi.
-Pizza przyszła!-krzyknał Jay.
-O, to ja pójdę.-odparłam wychodząc z pokoju.Zbiegłam na dół po schodach, odebrałam zamówienie, i udałam się znowu do góry. Pudełka pażyły moje ręce, więc wchodząc do pokoju myślałam że je upuszczę.
-Dawaj to, bo zaraz się spalisz.-powiedział Calum, zabierjąc ode mnie jedzenie, na co posłałam mu ciepły uśmiech.

                                 +
Hejo :)
Jak sie podoba, liczę na szczery komentarz, chociaż jeden xd.
Proszę :C
Byłoby mi tak milusieńko :)
I PRZEPRASZAM ALE NIE SPRAWDZANY POPRAWIE WSZYSTKO W WOLNEJ CHWILI!!!!

Rozdział 1.

*następny dzień*
Obudziłam się zdezorientowana.Podniosłam głowę, a moim oczom ukazała się czarna płaszczyzna.Podniosłam się i usiadłam na wezgłowiu łóżka. Byłam w cudownie urządzonym pokoju, według mojego gustu.Ściany były pomalowane czarną farbą, podłoga wyłożona białym drewnem.Łóżko stało na środku pokoju, wszystkie meble były białe z lekką nutą szarości.Pomieszczenie oświetlało duże, balkonowe okno. Na podłodze stały paczki z moimi rzeczami. Wczoraj w nocy bałam tak zmęczona podróżą, że usnęłam od razu po przyjeździe, nawet nie zwiedzając domu.Wiedziałam tylko że jest duży.
Wstałam z łóżka i otworzyłam ościeżnie okno balkonowe.Poczułam jak wiatr owiewa moją twarz.Sięgnęłam po plecak, i wyjęłam z niego paczkę papierosów, cały czas rozglądając się po pokoju. Moją uwagę przykuły szare drzwi, zaciekawiły cię bo drzwi wejściowe były zupełnie po drugiej stronie pomieszczenia.Podeszłam do nich, szarpnęłam za klamkę.
-Łazienka?-zdziwiłam się, wyglądem pomieszczenia. Weszłam do środka, okazało się, że jest ono połączone z pomiestną garderobą.Obejrzałam ja dokładnie, po czym usłyszałam krzyk taty:
-Zejdź na chwile na dół jak już wstałaś!
Wyszłam z pokoju, i zbiegłam po schodach na dół.Przy drzwiach stał mężczyzna i zakładał buty.
-Jak się podoba pokój?-zapytał z uśmiechem, jakby chciał się pochwalić że to jego robota,
-Jest cudowny, dziękuję.-przytuliłaś go.
-Kochanie, ja jadę do pracy, prawdopodobnie będę późno w nocy.-pogładził cie po głowie, i pocałował w czoło.-Co będziesz dzisiaj robić?
-No to tak: rozpakuję moje rzeczy, potem trochę rozejrzę się po okolicy.-odparłam.
-Dobrze, ja idę.-spojrzał na zegarek i wyszedł z domu posyłając ci uśmiech.
Weszłam na górę do swojego pokoju, i wzięłam się za rozpakowywanie rzeczy z pudeł, najpierw zaniosłam ubrania do garderoby i porozwieszałam je na wieszakach, bieliznę powkładałam do szuflad, spodnie porozkładałam. Następnie kolekcję moich książek poukładałam na półkach, razem z pamiątkami, przywiezionymi z innych krajów, biżuterię i kosmetyki położyłam na komodzie, a zdjęcia powiesiłam na ścianie.Ostatnią rzeczą, była gitara, z którą nie rozstawałam się od kąd pamiętam.Oparłam ją o ścianę przy drzwiach do łazienki.Skończyłam wszystko po ok. dwóch godzinach.Postanowiłam się odświeżyć. Wzięłam z półki czarne podarte na kolanach rurki, białą bluzkę na ramiączkach, i żółtą bieliznę. Wskoczyłam pod prysznic, ciepła woda oblewała miło moje ciało.Włosy umyłam, bo i tak były już wilgotne.Wyszłam z wody i otuliłam mokre ciało jedwabistym ręcznikiem.Stanęłam przed dużym lustrem, i zaczęłam podziwiać moją wychudłą twarz i lekko zapadnięte policzki.Można było uznać, że wyglądasz jak nastoletnia zombie.Wytarłam ręcznikiem ciało i ubrałam ubrania.Mokre włosy rozczesałam i wysuszyłam.Nie musiałam ich prostować, bo byłe akurat.Nałożyłam makijaż wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.Była godzina 12 a ja od wczoraj nic nie jadłam, wzięłam jabłko z koszyka na stole, schowałam telefon do kieszeni, wzięłam torebkę i wyszłam z domu zakluczając go.Poczułam zapach Australijskiego lata, był on inny niż w Londynie.Zaraz, o ile ostatni dzień wakacji można nazwać latem.Udałam się w stronę miasta, podziwiając park będący po drugiej stronie ulicy.
-Auu!-upadłam na beton.
-O fak, przepraszam, Jezu, nie chciałam zagapiłam się.-usłyszałam damski głos, podniosłam głowę i zobaczyłam szatynkę średniego wzrostu. Miała duże niebieskie oczy i mały kolczyk w nosie.Jej włosy były rozpuszczone i opadały na ramiona.Pomogła mi wstać.
-Nic się nie stało, każdemu się zdarza.Z drugiej strony to też moja wina.-odparłam.
-Jesteś Brytyjką!-krzyknęła niebieskooka uśmiechając się.A tak chciałam ukryć akcent.-I pewnie nie znasz okolicy?Super, oprowadzę cię.-dodała.-A w ogóle to jestem Madison.-podała mi dłoń.
-Sophia.-odwzajemniłam gest.
-Chodź idziemy, pokażę ci całe miasto.-wzięła cię pod rękę i poszła przed siebie.-Ile masz wogule lat z kąd przyjechałaś, i czemu?-zadawała ogrom pytań.
-No to od początku: 17, przyjechałam z Londynu, i temu że w każdej szkole jestem zastraszana, wyzywana i odpychana, przeprowadzamy się od 4 lat.-odpowiedziałam na jednym wydechu.
-Będziesz chodzić tu do szkoły?
Pokiwałam twierdząco.
-Ja też! Super, super, super! Wiem, pewnie uważasz, mnie za wariatkę prawda?-zapytała jak obłąkaniec.
-Yyyy, troszkę, ale to utwierdza mnie w przekonaniu że się zaprzyjaźnimy.-odparłam.
-No oczywiście, że tak innej opcji nie ma.
Chodziłyśmy po mieście śmiejąc się i poznając siebie.Madison okazała się być bardzo towarzyską i otwartą na świat osobą, nie brała życia na poważnie. Żyła chwilą, co inrtygowało mnie w niej. Nie przejmowała się tym co będzie. Polubiłyśmy się bardzo.Zanim sie obejżałam była godzina 16:30. Dziewczyna zdziwiła się bardzo.
-Oo, nie szef mnie zabije, pół godziny temu miałam być w pracy!-złapała się za głowę.-Zapisz mi twój telefon, zgadamy się i spotkamy może jutro.
Wyjęłaś karteczkę i długopis i podałaś jej numer. Przytuliłyśmy się na pożegnanie a ona odbiegła.Ja udałam sie w strone domu. Byłam zmęczona, bolały mnie nogi, więc będąc już w budynku uśmiechnęłam sie pod nosem.Zdjęłam czarne converse i poszłam do kuchnni, napić się wody.Mój telefon zabrzęczał w kieszeni, co oznaczało że dostałam sms'a. Jayden...
A kto to Jayden?No tak, więc Jay to mój brat, starzy o 2 lata, ale zachowuje się jakby miał 6 lat. 2 lata temu wyjechał ze swoją dziewczyną, Dianą, do Irlandii, miał przyjechać dzisiaj.
Odblokowałam ekran telefonu, i sprawdziłam wiadomość:

Od:Jay:*

   Hej siostra! Jesteś teraz w domu, prawda?
   To ważne!

Odpisałam mu:

   Jestem, jestem, i zgaduję że będziesz
   z kolegami i chcesz mnie poprosić,
   o to żebym zrobiła cos z domem,bo
   nie chces ich wpuszczać do burdelu xd
   Zgadłam?

   No czytasz mi w myślach, młoda.
   Kocham cię :*
   I widzimy się już dzisiaj.

Odłożyłam telefon do kieszeni, i poszłam na górę po gitarę.Zawsze w wolnej chwili, brałam instrument, siadałam przed domem i grałam przypadkowe melodie i znane piosenki.Teraz zrobiłam to samo.Usiadłam na schodach, oparłam gitarę o kolano i zaczęłam grać Radioactive - Imagine Dragons,podśpiewując pod nosem.Zamknęłam oczy i wsłuchałam w melodię.
-Łał!!!-usłuszałam męski głos.Podniosłam głowę, i poczułam że moje policzki płoną.Nade mną stało czterech chłopaków.
-Ja...eee...dziękuję.Mogę wam w czymś pomóc?-zpytałam zmieszana, na co oni odpowiedzieli głośnym śmiechem.
-Mam coś na twarzy? Jeśli tak, to wystarczy powiedzieć.-dodałam,a oni zaśmiali sie jeszcze głośniej.
-Jesteś tu nowa?-zmienił temat chłopak z kolczykiem w wardze.
-No, tak, wprowadziłam się wczoraj w nocy.
-Będziesz chodzić tu do szkoły, prawda?Ile masz lat?-wypytwał.
-Nie muszę wam się z tego spowiadać...
-Uuuu, jaka zadziorna.-uśmiechnął się chytrze chłopak z włosami owiniętymi bandamką.
-Odwalcie, się, nie macie nic ciekawego do zaoferowania sobą to sobie idźcie.-warknęłam wstając i chcąc iść do domu.
-Niee, jeszcze nie pójdziesz.-przytrzymał mnie za rękę.-Jak masz na imię?Powiedz.-nacisnął na ostatnie słowo.
-Umh...Jestem Sophia, po co wam to? Mogę już iść?
-Ja jestem Ashton, to jest Luke, to Mike, a to Calum.-pokazywał na kolegów,jakby mnie to obchodziło, a mój wzrok spoczął na tym ostatnim.Był to wysoki brunet, z dużymi i czarnymi wręcz oczmi.
Były chipnotuzujące, więc tak gapiąc się na niego musiałam wyglądać bardzo dziwnie.
-Coś ci?
-Nieeeee, nic.-odparłam, i poczęłam podziwiać moje stare converse.
-Oczy Caluma, prawda?-zpytał Ashton, jakby czytając ci w myślach
-Haha, chyba nie.
-Taaaa, nie...-powiedział brunet w półuśmiechu.
Ja spóściłam głowę chcąc uniknąć jego wzroku.
-Kotku, znowu sie zaczerwieniłaś.-powiedział Ashton.
-Nie kotku.-warknęłam do niego.
-Ostro, ostro.Chodźcie chłopaki.-kiwnął na kolegów i odeszli. Ja za to weszłam do domu, odstawiłam gitarę i poszłam do salonu.Nie zauważyłam nawet jak dostałam sms'a.
Od:Jay

   Sprzątnęłaś? Zaraz będę w domu xx

   No, to czekam na ciebie xd
   Nie było co sprzątać.

Rozejrzałam sie po pokoju. Było ok.
On odpisał:

   No to gud :)
 
Położyłąm telefon na stoliku, i położyłam się na sofie.
Tęskniłam za bratem, za jego oczami, uśmiechem, wiecznie poczochraną fryzurą, a co najważniejsze opieką.On i ojciec, byli jedynymi osobami, dla których chciałam żyć.Oni podtrzymywali mnie w wierze, że życie każdego ma sens i swoją wartość.Dzięki nim na jakiś czas przestałam się okaleczać i wyszłam z depresji po samobójstwie mamy.Oni dawali mi wiarę w siebie.
Minęło 15 minut.
Potem 30, co przedłużyło się w prawie godzinę.
Moje oczy, powoli, ale stopniowo się zamykały.
Zasnęłam

                                 +
No jest! Jezu, jaki zaciesz mam lel!
Mam nadzieję że się spodoba.
Jak ktoś chce być na bierząco informowany, kiedy będzie następny rozdział niech pisze na aska : ask.fm/MadziaCh485
I komentujcie xd
Proszę xd

Prolog

+Sophie+

Siedziałam na materacu w swoim pokoju.Pokoju? Bardziej chyba pasuje dawnym pokoju.
Płakałam cicho. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę go po raz ostatni. Wszystkie wspomnienia z tego miejsca jak na złość powróciły i kłębiły się w mojej głowie.Przeprowadzałam się do Australii.Miałam ogromną nadzieję że spodoba mi się w kraju kangurów.Usłyszałaś lekko zachrypnięty głos swojego ojca.
-Kochanie zejdź na dół. Musimy już jechać!-krzyknął z dołu.
Nic nie odpowiadając, wzięłam walizkę i plecak, który dostałam na swoje dziesiąte urodziny od nieżyjącej już matki. Zarzuciłaś go sobie na plecy, i ostatnim spojrzeniem pożegnałam swój dawny pokój.Zeszłam na dół po schodach, u których czekał już mój ojciec.Wyszliśmy z domu.
-Pamiętaj dziecko, jak w nowej szkole znowu będziesz zastraszana, to masz od razu do mnie dzwonić, przeniesiemy cie do innej.-cały czas ta sama śpiewka "Jak będzie źle, wyprowadzimy się". Zawsze to samo.-Najważniejsze dla mnie jest twoje szczęście.- dodał.
Bez słowa, wsiadłam do czarnego Range Rovera.Usiadłam na siedzeniu obok kierowcy i zamknęłam za sobą drzwi.
Mój ojciec odpalił silnik, ten charakterystycznie zawarczał.
-Ja wiem jak się czujesz.Ale wiedz że dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie, perfekcyjna.
-Perfekcyjna...-sapnęłam pod nosem.

                                                                                   +
Mamy prolog :3
Liczę na choć jeden komentarz.

piątek, 8 sierpnia 2014

Bohaterowie

Sophia Shelley (17l.)
Jej problem : życie.
Zwykła dziewczyna, chodzi, lub nie chodzi do szkoły,
ma zmienne humory, raz jest promienna i cieszy się
życiem, za chwilę ma go dość.
Nienawidzi chłopców, nienawidzi ludzi, którzy
podchodzą do życia na poważnie.
Jayden(Jay) Shelley (19l.)
Starszy brat Sophie.Zna chłopców.
2 lata wcześniej wyjechał ze swoją dziewczyną
do Irlandii.
Calum (Cal) Hood (18l)
Śpiewa, i gra w zespole.
Straszny zgrywus, umie się wyplątać,
z każdej sytuacji.
Jeden z czterech, największych łobuzów w szkole.
Nie zwraca uwagi, na to czy robi dobrze, czy źle,
czy komuś to przeszkadza po prostu to robi...
Jest bardzo oschły i wredny, nigdy nikt mu się nie stawiał.
Jednak, to może się zmienić...
Lucas (Luke) Hemmings (17l.)
Najlepszy przyjaciel Caluma, też jest wredny.
Ślicznie śpiewa. Lubi, robić sobie żarty z młodszych
i znęcać się nad nimi.Ma kolczyka w dolnej wardze po
lewej stronie.

Ashton (Ash) Irwin (20l.)
Obiekt westchnień każdej dziewczyny w szkole,
ale on i tak nie zwraca na nie uwagi.
Szuka kogoś kto, będzie sobą, nikogo nie udawał,
tak jak niektóre tapeciary.
Przyjaźni się z chłopakami.

Michael (Mike) Clifford (18l.)
Przyjaźni się z chłopakami, co jakiś czas ma
inny kolor włosów.Jest często zamyślony w sobie,
nieobecny, i nie aż tak wredny jak jego trójka
przyjaciół.






To są główni bohaterowie, pojawi się też innych kilku,
ale to będą raczej role drugoplanowe.

Jak ja nie lubię pisać powitań..

Hejoooooo ^^
Ja mam na imię Kaśka. Mam 12 lat i mieszkam w Kielcach.
Więc przechodząc już do rzeczy,
 nie lubisz nie wchodzisz,
jeśli jednak lubisz to wchodzisz,
a jeśli wchodzisz, to zostawiasz po sobie
ślad, w postaci komentarza ^^
To baaaaaaardzo motywuje mnie do dalszego pisania tego bloga, którego nawet jeszcze nie zaczęłam pisać,ale już mam gotowych kilka rozdziałów, które mam nadzieję przypadną wam do gustu :)
Będą się ukazywać, może co dwa, trzy dni, jeśli internet będzie współpracował.=]
A ja zaraz dodaję bohaterów i prolog :)

Ale...
Moja czacha oczywiście zapomniała mi z łaski swojej przypomnieć, czego będzie dotyczył blog.
"Dreams"- więc otóż będzie związany z 5 seconds of summer a zwłaszcza postaci Caluma i pewnej dziewczyny, która odwróci jego świat o 360 stopni.
Ale, nie, nie będę wam nic mówić, bo tak się rozpędzę, że w poście gdzie się witam streszczę wam całe opowiadanie.