czwartek, 4 września 2014

Rozdział 5

+Calum+

Chłopcy patrzyli na mnie oniemieli.Tak, ja przeprosiłem.
-Co tak suszycie gały?-warknąłem.
-Co to do cholery było?!?-Ashton lekko sie zdenerwował.
-To co widziałeś.
-Stary, ty ją przeprosiłeś!
-No i dobrze. Zrobiłem cos czego nie powinienem, należały jej sie przeprosiny.
-Gówno mnie to interesuje. Calum ty nie przepraszasz.-dodał Ashton.
-Widocznie jednak.-odszedłem.
Szczerze, to sam nie wierzyłem dalej w to, że z moich ust wyszło to słowo.
Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że udało się.Wybaczyła mi.
Kurde, czemu mi tak zależy?Znamy się 2 dzień, nie wiem nawet, czy mnie lubi.
Miałem na to cichą nadzieję. Podążałem przez korytaż udając się do jedenj z kilku szkolnych łazienek.Była tam stała przy lustrze poprawiając włosy.
-Calum? Co robisz w damskim kiblu?-zdziwiła się.
-Szukałem cię.-odparłem podchodząc do niej.-Mówiłem ci już, że masz ładne oczy?
-Calum, nie wykorzystuj chwili, że ci wybaczyłam.-odparła parząc na mnie. Nasz spojżenia się spotkały, przez co poczułem, motylki w brzuchu. Hahahahha, nie Calum, przestań.
-Znowu czegoś nie dokończyliśmy.-podszedłem do niej bliżej, kładąc swoje dłonie na jej tali.
-Calum nie.-wyswobodziła się ze mnie.-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Poprostu nie. Nie teraz.-odparła zaczynając poprawiać makijaż.
-Ale wiesz, że mnie się nie odmawia.-powiedziałem odwracając ją w swoją stronę.
-Nie Calum, nie.proszę.Myślisz, że ja nie wiem jak to będzie. Będę dla ciebie na raz, wykorzystasz mnie, i zostawisz. A ja zdążę się w tobie zakochać.-odparła łamiącym sie głosem.
-Czemu tak myślisz?-zdziwiłem się. Czemu była taka przeczulona na ten temat? Pomyślałem przez chwilę, że może kiedyś ktoś ja zranił, i była uprzedzona.Nurtowała mnie ta myśl.
-Coś się stało, prawda?
-Chodźmy już na lekcję.-chciała zmienić temat.
Westchnąłem nie ruszając sie z miejsca.Po chwili namysłu ruszyliśmy na korytaż.

+środa wieczór+

+Sophie+
Stałam oparta o barierkę na moim balkonie i paliłam papierosa.
Myślałam nad...Tak naprawdę, to nie myślałam nad niczym.Miałam całkowitą pustkę w głowie, wszystko jakby wyjechało na wakacje.
Na moje nieszczęście wszystko, oprócz Caluma...
Brunet siedział mi w głowie, i mimo moich wszelkich starań, on jedyny nie chciał wyjechać na wakacje...
Usłyszałam dźwięk zamykania drzwi, a następnie kroki w moją stronę.
-Cześć Calum.-odparłam patrząc na chłopaka-Nie mieliście czegoś załatwiać?
-Przyszlismy już, chłopaki są na dole, jedzą chyba.
-Jak zwykle...
-Nie chciałabys uszczęśliwić mnie wyjściem ze mną na miasto?Pamiętaj, nie przyjmę odmowy.-uśmiechnął się lekko.
-Czy mam rozumieć to jako randkę?-zpytałam.
Pokiwał twierdząco głową.
-Mogę się przejść.-zgniotłam tytoń na barierce.-Tylko zaczekaj przebiorę się, daj mi kilka minut.-weszłam do domu, czując wzrok chłopaka na swoim ciele.-Nie patrz się tak na mnie.
-Oczy są po to by nimi patrzeć, nie.-zmarszczył brwi w lekkim usmiechu.
Weszłam do łazienki, i ubrałam szarą bluzę i kremowe spodnie.Włosy związałam w kucyk na czubku głowy, poprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki.Calum siedział na moim łóżku z moją gitarą w rękach, i grał jakąś piosenkę:

 Sometimes I
 Need to remember just to breathe
 Sometimes I
 Need you to stay away from me
 Sometimes I'm
 In disbelief i didn't know
 Somehow I
 Need you to go

 Sometimes I
 Feel Like i trusted you to well
 Sometimes I
 Just Feel like Screaming at myself
 Somehow I
 Need to be alone

 Don't stay
 forget our memories
 forget our possibilities
 what you were changing me into
 ~
 Don't stay
 forget our memories
 forget our possibilities
 Take all your faithlessness with you
 ~
 Don't stay*

Jego oczy były przepełnione bólem.
-Calum?-powiedziałam, a on powrócił do dawnego stanu.Zmieszał sie i odłożył gitarę.
-Aaaeeee...chodźmy już.
-Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo ładnie grasz i śpiewasz.-odparłam i zaczęłam podziwiać swoje skarpetki..
-Bez przesady.-zeszliśmy na dół, chłopcy siedzieli w salonie.
-Wychodzimy!-krzyknęłam do nich.
-Gdzie?-usłyzałam Jaydena. Był przeczulony na punkcie tego z kim wychodzę, gdzie, i po co.
-Idziemy się przejść.-odparłam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Macie r-a-n-d-k-ę ?-przeliterował.
-A co boisz się, że jej coś zrobię?-odkrzyknął Calum.
-Ufam ci, stary.
Wyszliśmy z domu i przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu.On przerwał ten niezrczny moment:
-Chodź, już niedaleko.-uśmiechnał się.
-A gdzie my w ogóle idziemy?-zpytałam.
-Zobaczysz.-złapał mnie za rękę, i pociągnął za sobą.Wyswobodziłam się z uścisku jego ręki.Spojżał na mnie.
-Stawiasz straszne opory co do mnie.Nie kochasz mnie?
-Jestem po prostu ostrożna.-odparłam a moje policzki spłonęły czerwonością.
-Coś się stało?-zpytał.
-Nie, nic. Powiedz wreszcie gdzie idziemy.-zapytałam po raz drugi.
-Proszę.-pokazał ręką przed siebie. Kurwa...
-Calum! Miasto duchów !?!- krzyknęłam z wyżutem.-Dobrze wiesz, że się boję!-założyłam ręce na piersi stając w miejscu.
-Naprawdę? Patrz zapomniałem sobie.-chytrze się uśmiechnął, a ja zpiorunowałam go wzrokiem.
-Nie chcę...-spuściłam wzrok.
-Chodź, raz się żyje, trzeba spróbować wszystkiego po trochu.Ze mną nic ci się nie stanie królewno.-powiedział ochoczo.
Ja pokiwałam przecząco głową.Podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i przerzucił sobie przez ramię, jak czasem robi się to z owacami.
-Ooooo, przesadziłeś! Postaw mnie, proszę.Hood!-krzyczałam i biłam go w plecy.
-Wejdziesz?
-No wejdę, kurwa, wejdę! Ale postaw mnie na ziemi.-zrobił to o co prosiłam, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Zapraszam szanowną panią.-powiedział.
-Foch na ciebie.-odparłam naburmuszona. Podeszliśmy do miejsca gdzie był Dom Strachów i ustawiliśmy w kolejce.Odwróciłam się do niego tyłem, chcąc pokazać, to, jak bardzo jestem na niego obrażona.
-Ej, kotku, nie obrażaj się.-poczułam jego dłonie na moje tali,a głos zadźwięczał mi w uszach.
-Jestem w miejscu, które było na ostatnim miejscu miejsc, które chciałam odwiedzić.-warknęłam szczerze.-I to przez ciebie.
-Następny.-usłyszeliśmy głos męszczyzny stojącego przy wejściu.Serce podskoczyło mi do gardła, ale na odwrót było za późno, bo zanim sie obejżałam byliśmy juz w środku.Było ciemno, a nam kazali usiąść na wzkazanych siedzeniach. Nie były to siedzenia, tylko jakby mały pojazd bez kółek, poruszany po torach.Zajęłam miejsce obok chłopaka, i złapałam sie mocno barierki.Strasznie się bałam, bo od kąd pamiętam panicznie bałam sie duchów.
-Ja pierdolę, Calum zabiję cię za to kiedyś.-szepnęłam do niego.
-Jejku, nie bój sie tak, cała się trzęsiesz. Jestem tutaj, spokojnie.-odparł opanowywując śmiech.
-Myślisz, że przez to, że sie boję, to z każdym razem gdy się wystraszę, będę się wtulać w ciebie? Niedoczekanie kurwa twoje, niedo...
Pojazd szarpnął nagle do przodu, ja złapałam chłopaka za nadgarstek, mocno się trzymając. Światła migały w tle, a my gwałtownie ruszyliśmy do przodu.Było okropnie.
-Jak wrażenia?-usłyszałam głos chłopaka.
-Nienawidzę cię Calum, nienawidzę.-szepnęłam mu do ucha.Przed nami rozpościerał się długi tunel, gdzieniegdzie "latały" duchy. Wiedziałam że są sztuczne, mimo tego bałam się i cały czas trzymałam chłopaka za nadgarstek.On jednak splótł nasze palce ze sobą. Nie protestowałam, wiedziałam że nie warto.
To był jednak pan Calum Hood.

Widok kobiety z odciętą głową lewą ręką zwisającą na żyle, przeraził mnie do tego stopnia, że bez namysły rzuciłam mu ręce na szyję, a twarz schowałam w klatce piersiowej.
Poczułam jego cudowne perfumy, zmieszane z nutką jego samego. Mogłabym tak siedzieć zawsze, gdyby nie to, że zrozumiałam co robię.
Gwałtownie odsunęłam się od niego jak najdalej.Zaczęłam brzydzic sie samą sobą, całkowicie zapomniałam o strachu.
On chciał to wykorzystać, a ja się dałam. Patrzył na mnie z dziwną miną.

Atrakcja zakończyła się dość szybko i wszyscy wysiedli ze swoich wagonów.. Ja wyskoczyłam z tego naszego i udałam się w stronę wyjścia. Chłopak biegł za mną.
-Sophia, poczekaj!
Zatrzymałam się jak na komendę, odwracając po chwili na pięcie ruszyłam w jego stronę.
-Jesteś okropny, rozumiesz, jak mogłeś!? - krzyczałam.
-Ale o co chodzi?!-też krzyknął.
O co chodzi?!?O co chodzi?!?Kurwa o to chodzi, że wiedzaiłeś dobrze, żę się boję, i wykorzystałeś mnie po to by mnie zdobyć!-powoli zaczynałam płakać.-Jesteś gnojkiem, jesteś...
Nie pozwolił mi skończyć, tylko przysunął do siebie i namiętnie pocałował.
-Cholera, Calum!-krzyknęłam odpychając go od siebie.
-Co?
-Co ty opierdzielasz?!?-zdenerwowałam się, a moje serce tłukło się niemiłosiernie.
-Sophia, nie rozumiesz? Pociągasz mnie, nawet bardzo.-oparł cicho.
Podeszłam bliżej do niego i siarczyście udeżyłam w policzek.
-Masz dać mi spokój.-odwóciłam się chcą odejść.
Ale nie mogłam...
Wiedziałam, że jeśli to zrobię, to będzie tylko gorzej.
Nie wybaczyłabym sobie odejścia w takiej sytuacji.
Zrozumiałam, że go kocham.
Podeszłam do chłopaka i pocałowałam go, oplatając swoje ręce wokół jego szyi. Nasze usta współgrały ze soba tak, jakby były stworzone właśnie dla siebie.
Może to brzmi infantylnie, ale tak było. Przerwałam szybko pocałunek mówiąc:
-Nasz związek nie miałby najmniejszego sensu, Calum.-moje dłonie cały szas spoczywały na jego karku.-żyjemy w dwóch innych, i bardzo róźnych od siebie światach.
Zapadła cisza.
Ten rodzaj ciszy, którego właśnie najbardziej nie lubię...
Tak naprawdę nie myślałam nad związkiem z brunetem.Było to dla mnie dziwne wręcz absurdalne.
-Zawsze można spróbować.-zaśmiał się cicho.
-Nie zawsze. Nie w naszym przypadku.Przykro mi Calum.-spóściłam wzrok, a po moim policzku poleciało kilka łez, które zaraz zostały wytarte przez skrawek bluzy bruneta.
-Nie płacz, królewno. Nie będę cię zmuszał na związek, wiedz jednak, że zawsze możesz do mnie przyjść, i porozmawiać.Będę sie starał o ciebie, zawsze. A wiesz dlaczego? Kocham cię Sophia, mimo iż pewnie cię to zdziwi, słyszałem jaką masz niską samooconę, dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie. Szczerze, to... nie wyobrażam sobie ciebie z innym chłopakiem.-uśmiechnął się do mnie.-Nawet jeśli będziesz z kimś innym, ja będę cię kochał, i nie przestanę.-zkończył.
Poczułam kolejne łzy na policzku, i kolejne, i kolejnie. Stałam przed nim nie wiedząc co powiedzieć. Byłam szczęśliwa, chciałam mu powiedzieć, że taż go kocham, ale nie umiałam.Przytuliłam sie mocno do niego, mocząc mu przy okazji koszulkę.
-Przepraszam...-szepnęłam przez łzy.
-Za co mnie przepraszasz?-zdziwił się.
-Za to, że też cię kocham, nie dając nadzieji na związek.-odparłam.-Chodźmy już Hoodie, zimno mi.-obratłam rękawem twarz i ruszyłam przed siebie.
Doszliśmy w ciszy, pod mój dom. Chłopak nacisnął na klamkę, wpuszczając mnie pierwszą.Caluś ma u mnie plusa...
Z slonu dochodził dźwięk śpiewania i grania na gitarze.
Stanęłam w drzwiach, Michael i Luke siedzieli na podłodze i brzdąkali w gitary, Ashton usiadł na szafie i uderzał w nią dłońmi, to lżej to mocniej, a Jayden usiadł na sofie i śpiewał znaną mi piosenkę, ale nie z tutułu.

   I am
   Little bit of loneliness
   A little bit of disregard
   A handful of complaints
   But i can't help the fact
   That everyone can see these scars
   I am
   What i want you to want
   What i want you to feel
   But it's like
   No matter waht i do
   I can't convince you
   To just believe this is real
   So i let go
   Wathing you
   Turn your back like you always do
   Face away and pretend that I'm not
   But I'll be here
   'Cause you're all i got**

-Skąd ty umiesz tak śpiewać?-zdziwiłam się patrząc na brata. Ten zmieszał się, i przeczesał włosy.
-Jaa... Nie ważne, jakos samo tak wyszło.-odparł wstając.-Idę spać...
-Ja chyba też już pójdę.-powiedziałam idąc w ślady brata.
W moim pokoju było zimno, zapomniałam zamknąć drzwi na balkon.
-Zimno ci?-ktoś oplótł mnie rękami przytulając do siebie,Poczułam jego tors na plecach.
-No trochę...-zdjęłam ręce Caluma z siebie.
                                  +
Ja pierdolę, ale zpierdzieliłam rozdział, czemu?
CZEMU?
C_Z_E_M_U???
Zajżyjcie do bohaterów :)



   

Rozdział 4.

Calum wysiadł z samochodu Ashtona, i podszedł do dziewczyny stojącej pod drzewem. Miała ciemne włosy upięte w luźnego koka, dresowe spodnie i rozciągniętą bluzkę.Podszedł do niej i ją przytulił.

+Calum+
-Cześć kotku.-podszedłem do Van i ją przytuliłem.-Co się stało? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
-Calum, musimy porozmawiać.-odparła smętnym głosem.-Bo ja... Nie możemy być razem.
-Co? Czemu? O co chodzi?-zdziwiłem się.
-Jestem w ciąży, Calum.Przepraszam.
-Vanessa, za co ty mnie przepraszasz. To chyba dobrze, będziemy mieli dziecko.
-Nie Calum. Ja będę miała dziecko. Ono nie jest twoje.-jej głos był ztłumiony.-To jest dziecko Harrego.
-Jakiego Harrego.-teraz jedna myśl przyszła mi do głowy.
-A jekiego, kurwa znasz? Nie pamiętasz jak byłam na wymianie w Londynie, w jednej szkole z nim. Znasz go Calum, tak to ten Harry.Rozumiesz Styles będzie ojcem, nie ty, on!-odparła przez zły.
Wiele myśli kłębiło się w mojej głowie.Ona mnie zdradziła.Z moim przyjacielem...
Przepadło 2 lata naszego związku.Przepadł rok naszej przyjaźni...
-Nie chciałam tego, tak wyszło...
-Nie chciałaś? Jesteśmy ze sobą od 2 lat, kocham cię rozumiesz!A ty co? Vanessa jesteś w ciąży, do tego nie ze mną, tylko z moim przyjacielem.-krzyknąłem na dziewczynę.
-To był wypadek, Calum przepraszam.-zaczęła płakać.Usunę je jeśli zechcesz.-położyła rękę na moim ramieniu.Odwróciłem się gwałtownie i uderzyłem ją w twarz.

+Sophie+
Siedziałam z tyłu samochodu obok Luka.Oglądałam całą scenę zza szyby.
-O kłócą się, znowu.-powidzieła Ashton pod nosem.
Przeniosłam wrok za szybę na Caluma i jego dziewczynę.Uderzył ją.
-Dlaczego?-podniosłam głos.
-Widocznie były powody.-odparł Ashton.
Chciałam wyjść z samochodu, ale ktoś mnie zatrzymał.
-Niech robi co ma robić, to jego sprawa.-Ashton przytrzymał mnie za rękę, który wyszarpnęłam, także z bólu bo złapał za mocno.-Nie wyjdziesz.-dodał ostro.
Poddałam się.Chwilę później drzwi od samochodu otworzyły się do środka wszedł Calum, i zatrzasnął się za sobą z dużym hukiem.
-Jedź Ashton, jak najdalej.-warknął na kolegę tak jakby miał w tym jakąś swoją winę.Szatyn wykonał polecenie. Sądząc po stanie Caluma musiało stać się coś złego.Nie poruszałam tematu, narazie.
Pod szkołą byliśmy kilka minut później. Zanim Ashton zdążył zatrzymać auto, bruneta już tam nie było.
-Ciekawe co sie stało?-mruknęłam pod nosem.
-Idź go zapytaj. Jak go znajdziesz, hehe.-odparł Mike, wysiadając z auta. Reszta uczyniła to samo.Lekcje były dopiero za 10 minut, więc czemu by nie spróbować.
Weszłam do dużego budynku, był przepełniony ludźmi od 10 latków po 20-kilku letnie osoby.Kilka karcących spojżeń spoczeło na mojej osobie.Cofnęłam się w przestrachu, i wpadłam na kogoś.
-Nie bój się ich, nie zjedzą cię.-Ashton szepnął mi do ucha.
-Jesteś pewien?
-Moge ci to obiecać.-odparł wymijając mnie i idąc przed siebie.
-Idziesz?-odwrócił się.
Postawiłam kilka kroków w jego stronę.Korytaż, który jeszcze przed chwilą był zaludniony, jakby opustoszał, wszyscy poschodzili na boki pod szafki.
-Co im?-spytałam chłopaka.
-Przyszliśmy do szkoły.-pokazał na siebie i chłopaków.
Cofnęłam się.
-Spokojnie, nie zabijemy cię.-zaśmiał się.
-Idę poszukać Caluma.
-Powodzenia.-odparł.
Chodziłam pustymi korytarzami szukając chłopaka.Znalazłam go jakiś czas później w łazience, opierał się dłońmi o umywalkę, z jego twarzy skapywały krople wody.Podeszłam do niego szybko, ale ostrożnie.Nie zwrócił na mnie uwagi.Po krótkim namyśle szepnęłam.
-Calum?
Uniósł lekko głowę, w moją stronę.Miał podkrążone i opuchnię te oczy.
-Co się stało?-dodałam.
-Nie istotne.-odburknął.
Nie chcąc go denerwować.
-Możesz powiedzieć.
-Mogę. Ale nie muszę. Wybieram tę drugą opcję.-warknął spuszczając głowę.
-Chciałam pomóc...
-Słuchaj.-podniósł się.-Nie jest to twoja sprawa, więc jak nie chcesz też dostać, to radzę sobie iść.-szedł w moim kierunku, a ja wylądowałam na ścianie.-A jeszcze jedno.Dzisiaj rano czegoś nie skończyliśmy.-przysunął się do mnie bliżej.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam odpychając go od siebie.Przytrzymał mnie jednak dłońmi przy sobie.
-Nic ci nie zrobię.Uspokój się.-uśmiechnął się wrednie.
-Ooooo, naprawdę. Po tobie można się wszystkiego spodziewać.-syknęłam mu w twarz.
-Ostra jesteś.-odarł.
-Możliwe. Puścisz mnie, wreszcie?-wyswoobodziłam się z jego rąk, chcąc odejść.
-Jeszcze jedno.-zatrzymał mnie i uderzył w trwarz.-Za to, że nie słuchasz.
Złapałam się za bolący policzek, patrząc na niego z pogardą,wyszłam z łazienki.
Płacz? O nie, nie płakałam, nie chciałam dawać mu tej satysfakcji.Mimo to z trudem powstrzymywałam łzy.

+Calum+
Kurwa.Co ja odpierdalam?Po co ją uderzyłem? Tak naprawdę nie była niczemu winna.Nie żeby mi na niej zależało, o nie co to to nie... Jednak miałem żał do samego siebie za to co zrobiłem.Chciałem iść i... powiedzieć jej że... Kurwa, nie powiem że przepraszam. Nie umiem.Pewnie i tak czuła do mnie odrazę, i nie chciała nawet mnie widzieć.

   -Calum, nie przywiązuj się, zbyt łatwo ci to przychodzi.
   -Spieprzaj.
   -Myślisz czasem nad swoimi słowami?
   -Nie pomagasz.
   -Bo wcale nie mam pomagać.
   -Wyjdź proszę cię.
   -Jak moge wyjść jak jestem twoją podświadomością debilu!

Brawo Calum, znowu kłócisz się ze samym soba.Skrzywiłem się na tą myśl.
Z dźwiękiem dzwonka wyszedłem z łazienki biorąc torbę.
-Masz ją przeprosić Hood.Tak przeprosić, sam słyszałeś.-powiedziałem sam do siebie w pół głosu wchodząc do sali. Rozejżałem sie po niej, siedziała z tyłu ze spuszczoną głową.
Czy mnie właśnie zrobiło się jej szkoda?
Cholera.

+Sophie+
Przykrość.
O tak, odpowiada, jak najbardziej.
Czy on w ogóle ma uczucia, i liczy sie z tym co robi?

Poczułąm jego wzrok na sobie. Wszedł do sali, poczułam to.
Pewnie zapytacie jakim cudem.
No tak, spało się z nim znam jego perfymy a pamięć.
Usiadł sam w wolnej ławce.
Cholera, co ja gadam. Zapomnieć o nim.

Do sali wszedł nauczyciel.był to niski starzy pan. Wyglądał na wyniszczonego fizycznie i psychicznie.Westchnął, usiadł za biórkiem.
-Witajcie wszyscy w nowym roku szkolnym! Mam nadzieję, że ten będzie lepszy od poprzedniego.-tu sojrzał na Ashtona, Luka, Mike'a i Caluma, na co oni odparli złośliwie miłym uśmiechem.Ale nie to było ważne. Ważne było to , że Calum patrzył na mnie.
Nie to nie tym bardziej nie było ważne. Jednak patrzyliśmy się tak na siebie jakąś chwilę.Nie zauważyliśmy, że wszyscy teraz patrzyli na nas.
-Panno Shelley, prosiłem o uważanie. Prosiłbym też aby usiadła pani z panem Hoodem.-powiedział nauczyciel spokojnym głosem.
-Nie wydaje mi się żeby było to konieczne.-odburknęłam do niego.
-Jednak prosiłbym o to.-dodał szybko i stanowczo.
Zwlokłam się z mojego miejsca, zabrałam plecak i udałam się w stronę ławki chłopaka.Nie patrzył na mnie skrobał coś na kartce.
Jest tyle osób w klasie, a ten staruch musiał wymienić akurat jego.
Opadłam na krzesło obok niego, nic nie mówiąc, ale robiąc przy tym duży huk, chcąc dać o sobie znać. Zmierzył cię wzrokiem.

Wyjęłam zeszyt i długopis, wyrwałam jedną kartkę i nabazgrałam na niej kilka słów.
 
   Jeszcze masz do mnie pretensję za to,
   że mnie uderzyłeś?

Odpisał szybko:

   A no więc właśnie możemy pogadać.
   Znaczy ehm...no wiesz.

   Wątpię by ta rozmowa przyniosła
   coś w skutkach.Ale okej.

   Wiesz, ja nie panowałem nad sobą,
   to przez Vanessę. Byliśmy ze sobą
   2 lata, była dla mnie wszystkim,
   myślałem, że ja dla niej też.
   Ale pomyliłem się bardzo, bo
   zaszła w ciążę, z Harrym.
   Planowaliśmy razem przyszłość,
   a ona mnie zdradziła...

   Kto to Harry?
 
   Harrego Stylesa nie znasz?
   Jego każdy zna, powiedz że
   znasz. Na 100%. Ale to nie
   ważne.

   Nie znam.
   Coś jeszcze?

   No właściwie to tak.
   Ja chciałem, ten, no...

Tu przestał pisać, zaczął stukać długopisem w blat biórka.
Przysunęłam się do niego.
-To tylko słowo. Jedno słowo. Brzmi "przeprasza".-szępnęłam mu do ucha.
Spojżał na mnie kątem oka.

Dzwonek.

Podniosłam się z miejsca, wszyscy zrobili to samo. Wyszliśmy przez salę, a co Caluma podszedł Ashton, Luke, i Mike.
-Idziecie z nami na dół?-zpytał nas Luke.-Mamy z chł...
-Zamknij się!-przerwał mu Calum i odwrócił do mnie.-Przepraszam.-kąciki jego ust lekko drgnęły.
-Wybaczam Calum.-odparłam i odeszłam do łazienki.
                                   +
Hejo koteły :3
No i jak, co myślicie?
Błagam szczere opinie :)
I jakby były jakieś błędy to naprawdę SORRY, ale wszystko jest na szybko.
Obiecuję poprawię je w wolnej chwili.
I ortografy też, przepraszam noo.
NAPRAWDĘ POPRAWIĘ!!!