wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 1.

*następny dzień*
Obudziłam się zdezorientowana.Podniosłam głowę, a moim oczom ukazała się czarna płaszczyzna.Podniosłam się i usiadłam na wezgłowiu łóżka. Byłam w cudownie urządzonym pokoju, według mojego gustu.Ściany były pomalowane czarną farbą, podłoga wyłożona białym drewnem.Łóżko stało na środku pokoju, wszystkie meble były białe z lekką nutą szarości.Pomieszczenie oświetlało duże, balkonowe okno. Na podłodze stały paczki z moimi rzeczami. Wczoraj w nocy bałam tak zmęczona podróżą, że usnęłam od razu po przyjeździe, nawet nie zwiedzając domu.Wiedziałam tylko że jest duży.
Wstałam z łóżka i otworzyłam ościeżnie okno balkonowe.Poczułam jak wiatr owiewa moją twarz.Sięgnęłam po plecak, i wyjęłam z niego paczkę papierosów, cały czas rozglądając się po pokoju. Moją uwagę przykuły szare drzwi, zaciekawiły cię bo drzwi wejściowe były zupełnie po drugiej stronie pomieszczenia.Podeszłam do nich, szarpnęłam za klamkę.
-Łazienka?-zdziwiłam się, wyglądem pomieszczenia. Weszłam do środka, okazało się, że jest ono połączone z pomiestną garderobą.Obejrzałam ja dokładnie, po czym usłyszałam krzyk taty:
-Zejdź na chwile na dół jak już wstałaś!
Wyszłam z pokoju, i zbiegłam po schodach na dół.Przy drzwiach stał mężczyzna i zakładał buty.
-Jak się podoba pokój?-zapytał z uśmiechem, jakby chciał się pochwalić że to jego robota,
-Jest cudowny, dziękuję.-przytuliłaś go.
-Kochanie, ja jadę do pracy, prawdopodobnie będę późno w nocy.-pogładził cie po głowie, i pocałował w czoło.-Co będziesz dzisiaj robić?
-No to tak: rozpakuję moje rzeczy, potem trochę rozejrzę się po okolicy.-odparłam.
-Dobrze, ja idę.-spojrzał na zegarek i wyszedł z domu posyłając ci uśmiech.
Weszłam na górę do swojego pokoju, i wzięłam się za rozpakowywanie rzeczy z pudeł, najpierw zaniosłam ubrania do garderoby i porozwieszałam je na wieszakach, bieliznę powkładałam do szuflad, spodnie porozkładałam. Następnie kolekcję moich książek poukładałam na półkach, razem z pamiątkami, przywiezionymi z innych krajów, biżuterię i kosmetyki położyłam na komodzie, a zdjęcia powiesiłam na ścianie.Ostatnią rzeczą, była gitara, z którą nie rozstawałam się od kąd pamiętam.Oparłam ją o ścianę przy drzwiach do łazienki.Skończyłam wszystko po ok. dwóch godzinach.Postanowiłam się odświeżyć. Wzięłam z półki czarne podarte na kolanach rurki, białą bluzkę na ramiączkach, i żółtą bieliznę. Wskoczyłam pod prysznic, ciepła woda oblewała miło moje ciało.Włosy umyłam, bo i tak były już wilgotne.Wyszłam z wody i otuliłam mokre ciało jedwabistym ręcznikiem.Stanęłam przed dużym lustrem, i zaczęłam podziwiać moją wychudłą twarz i lekko zapadnięte policzki.Można było uznać, że wyglądasz jak nastoletnia zombie.Wytarłam ręcznikiem ciało i ubrałam ubrania.Mokre włosy rozczesałam i wysuszyłam.Nie musiałam ich prostować, bo byłe akurat.Nałożyłam makijaż wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.Była godzina 12 a ja od wczoraj nic nie jadłam, wzięłam jabłko z koszyka na stole, schowałam telefon do kieszeni, wzięłam torebkę i wyszłam z domu zakluczając go.Poczułam zapach Australijskiego lata, był on inny niż w Londynie.Zaraz, o ile ostatni dzień wakacji można nazwać latem.Udałam się w stronę miasta, podziwiając park będący po drugiej stronie ulicy.
-Auu!-upadłam na beton.
-O fak, przepraszam, Jezu, nie chciałam zagapiłam się.-usłyszałam damski głos, podniosłam głowę i zobaczyłam szatynkę średniego wzrostu. Miała duże niebieskie oczy i mały kolczyk w nosie.Jej włosy były rozpuszczone i opadały na ramiona.Pomogła mi wstać.
-Nic się nie stało, każdemu się zdarza.Z drugiej strony to też moja wina.-odparłam.
-Jesteś Brytyjką!-krzyknęła niebieskooka uśmiechając się.A tak chciałam ukryć akcent.-I pewnie nie znasz okolicy?Super, oprowadzę cię.-dodała.-A w ogóle to jestem Madison.-podała mi dłoń.
-Sophia.-odwzajemniłam gest.
-Chodź idziemy, pokażę ci całe miasto.-wzięła cię pod rękę i poszła przed siebie.-Ile masz wogule lat z kąd przyjechałaś, i czemu?-zadawała ogrom pytań.
-No to od początku: 17, przyjechałam z Londynu, i temu że w każdej szkole jestem zastraszana, wyzywana i odpychana, przeprowadzamy się od 4 lat.-odpowiedziałam na jednym wydechu.
-Będziesz chodzić tu do szkoły?
Pokiwałam twierdząco.
-Ja też! Super, super, super! Wiem, pewnie uważasz, mnie za wariatkę prawda?-zapytała jak obłąkaniec.
-Yyyy, troszkę, ale to utwierdza mnie w przekonaniu że się zaprzyjaźnimy.-odparłam.
-No oczywiście, że tak innej opcji nie ma.
Chodziłyśmy po mieście śmiejąc się i poznając siebie.Madison okazała się być bardzo towarzyską i otwartą na świat osobą, nie brała życia na poważnie. Żyła chwilą, co inrtygowało mnie w niej. Nie przejmowała się tym co będzie. Polubiłyśmy się bardzo.Zanim sie obejżałam była godzina 16:30. Dziewczyna zdziwiła się bardzo.
-Oo, nie szef mnie zabije, pół godziny temu miałam być w pracy!-złapała się za głowę.-Zapisz mi twój telefon, zgadamy się i spotkamy może jutro.
Wyjęłaś karteczkę i długopis i podałaś jej numer. Przytuliłyśmy się na pożegnanie a ona odbiegła.Ja udałam sie w strone domu. Byłam zmęczona, bolały mnie nogi, więc będąc już w budynku uśmiechnęłam sie pod nosem.Zdjęłam czarne converse i poszłam do kuchnni, napić się wody.Mój telefon zabrzęczał w kieszeni, co oznaczało że dostałam sms'a. Jayden...
A kto to Jayden?No tak, więc Jay to mój brat, starzy o 2 lata, ale zachowuje się jakby miał 6 lat. 2 lata temu wyjechał ze swoją dziewczyną, Dianą, do Irlandii, miał przyjechać dzisiaj.
Odblokowałam ekran telefonu, i sprawdziłam wiadomość:

Od:Jay:*

   Hej siostra! Jesteś teraz w domu, prawda?
   To ważne!

Odpisałam mu:

   Jestem, jestem, i zgaduję że będziesz
   z kolegami i chcesz mnie poprosić,
   o to żebym zrobiła cos z domem,bo
   nie chces ich wpuszczać do burdelu xd
   Zgadłam?

   No czytasz mi w myślach, młoda.
   Kocham cię :*
   I widzimy się już dzisiaj.

Odłożyłam telefon do kieszeni, i poszłam na górę po gitarę.Zawsze w wolnej chwili, brałam instrument, siadałam przed domem i grałam przypadkowe melodie i znane piosenki.Teraz zrobiłam to samo.Usiadłam na schodach, oparłam gitarę o kolano i zaczęłam grać Radioactive - Imagine Dragons,podśpiewując pod nosem.Zamknęłam oczy i wsłuchałam w melodię.
-Łał!!!-usłuszałam męski głos.Podniosłam głowę, i poczułam że moje policzki płoną.Nade mną stało czterech chłopaków.
-Ja...eee...dziękuję.Mogę wam w czymś pomóc?-zpytałam zmieszana, na co oni odpowiedzieli głośnym śmiechem.
-Mam coś na twarzy? Jeśli tak, to wystarczy powiedzieć.-dodałam,a oni zaśmiali sie jeszcze głośniej.
-Jesteś tu nowa?-zmienił temat chłopak z kolczykiem w wardze.
-No, tak, wprowadziłam się wczoraj w nocy.
-Będziesz chodzić tu do szkoły, prawda?Ile masz lat?-wypytwał.
-Nie muszę wam się z tego spowiadać...
-Uuuu, jaka zadziorna.-uśmiechnął się chytrze chłopak z włosami owiniętymi bandamką.
-Odwalcie, się, nie macie nic ciekawego do zaoferowania sobą to sobie idźcie.-warknęłam wstając i chcąc iść do domu.
-Niee, jeszcze nie pójdziesz.-przytrzymał mnie za rękę.-Jak masz na imię?Powiedz.-nacisnął na ostatnie słowo.
-Umh...Jestem Sophia, po co wam to? Mogę już iść?
-Ja jestem Ashton, to jest Luke, to Mike, a to Calum.-pokazywał na kolegów,jakby mnie to obchodziło, a mój wzrok spoczął na tym ostatnim.Był to wysoki brunet, z dużymi i czarnymi wręcz oczmi.
Były chipnotuzujące, więc tak gapiąc się na niego musiałam wyglądać bardzo dziwnie.
-Coś ci?
-Nieeeee, nic.-odparłam, i poczęłam podziwiać moje stare converse.
-Oczy Caluma, prawda?-zpytał Ashton, jakby czytając ci w myślach
-Haha, chyba nie.
-Taaaa, nie...-powiedział brunet w półuśmiechu.
Ja spóściłam głowę chcąc uniknąć jego wzroku.
-Kotku, znowu sie zaczerwieniłaś.-powiedział Ashton.
-Nie kotku.-warknęłam do niego.
-Ostro, ostro.Chodźcie chłopaki.-kiwnął na kolegów i odeszli. Ja za to weszłam do domu, odstawiłam gitarę i poszłam do salonu.Nie zauważyłam nawet jak dostałam sms'a.
Od:Jay

   Sprzątnęłaś? Zaraz będę w domu xx

   No, to czekam na ciebie xd
   Nie było co sprzątać.

Rozejrzałam sie po pokoju. Było ok.
On odpisał:

   No to gud :)
 
Położyłąm telefon na stoliku, i położyłam się na sofie.
Tęskniłam za bratem, za jego oczami, uśmiechem, wiecznie poczochraną fryzurą, a co najważniejsze opieką.On i ojciec, byli jedynymi osobami, dla których chciałam żyć.Oni podtrzymywali mnie w wierze, że życie każdego ma sens i swoją wartość.Dzięki nim na jakiś czas przestałam się okaleczać i wyszłam z depresji po samobójstwie mamy.Oni dawali mi wiarę w siebie.
Minęło 15 minut.
Potem 30, co przedłużyło się w prawie godzinę.
Moje oczy, powoli, ale stopniowo się zamykały.
Zasnęłam

                                 +
No jest! Jezu, jaki zaciesz mam lel!
Mam nadzieję że się spodoba.
Jak ktoś chce być na bierząco informowany, kiedy będzie następny rozdział niech pisze na aska : ask.fm/MadziaCh485
I komentujcie xd
Proszę xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz